niedziela, 21 lutego 2016

Let's be homo! Niewolnica - Rozdział 8

    Rozdział 8
    Bad Romance


    Każdy w dzieciństwie chociaż raz odtworzył słynną scenę gdy to po kłótni, bez słowa pobiegł do swojego pokoju, zamknął się tam i ryczał w poduszkę. Właśnie tak wyglądał powrót Erin do rezydencji. Z tym, że była już całkiem dorosła. Tak szybko jak mogła, czmychnęła po schodach. Zamknęła drzwi na klucz i padła na kolana na środku pokoju. Wreszcie mogła wyrzucić z siebie cała złość, całą rozpacz. W jednej chwili wybuchła histeria. Rin skuliła się na podłodze trzymając się za głowę. To nie były pojedyncze łzy spływające po policzkach. To były fontanny. Krzyczała i płakała. Podpełzła do lustra stojącego w rogu pokoju.
    - Wszystko będzie dobrze. Nie łam się... To nic takiego. - Mówiła zapłakana, rozmazana twarz w lustrze jej głosem. Pociągnęła nosem ocierając łzy.
    - Tak. Jutro będzie lepiej... - Wstała i poczłapała do łazienki. Zmyła z twarzy rozmazany tusz i uczesała potargane włosy. Usiadła na kanapie w sali gier patrząc się w tarczę z rzutkami.
    - Podobno coś nawywijałaś. - Ni z dupy pojawił się obok niej ten sam osobnik,, który jako pierwszy powitał ją w domu.
    - Nie twoja sprawa Ayato. - Burknęła.
    - Jak to nie moja?! Ore-sama chce wiedzieć! Gadaj!
    - Próbowałam zwiać, tak? - Warknęła a chłopak wybuchł śmiechem. Popatał ją po głowie.
    - Masz dziewczyno tupet. - Brązowooka spojrzała na niego unosząc brew.
    - Co cię tak bawi?
    - Jak to co? Ty. Głupia! -
    Pstryknął ją palcem w czoło.- Ałć! To bolało!
    - Masochistka.
    - Wcale nie! -
    Dźgnęła go palcem w brzuch.
    - No właśnie widzę. - Przewrócił dziewczynę i pochylił się nad nią.
    -
    Sama się o to prosiłaś. Wiedziesz? Jesteś. Mn ie się nie dzióbie. - Domyślała się,że raczej nie zamierza jej zgwałcić tylko ugryźć. To chyba nie było lepsze. Jako, że nie trzymał jej za ręce, postanowiła się broni w najgłupszy możliwy sposób. Wsadziła mu ręce pod pachy i najzwyczajniej w świecie zaczęła go łaskotać.
    - Co ty robisz?- Ayato był wyraźnie zdezorientowany.
    - Łaskoczę cię. Nie widać?
    - Hahahaha! Głupek. Nie mam łaskotek.
    - O w mordę. No i plan zawiódł.
    - Jak to nie masz?!
    - Nie mam, ale możemy sprawdzić czy ty masz.
    - Nawet nie próbuj!
    - Nie zdążyła się osłonić. Turlała na kanapie śmiejąc się, mało co się nie dusząc przy tym. 
    - No już starczy! - Próbowała złapać oddech.
    - Wygrałeś.
    - Ja zawsze wygrywam! -
    Uśmiechnął się zadowolony.
    - Dzięki Ayato. - Sama lekko się uśmiechnęła.
    - Niby za co?
    - No za to.
    - Czyli jednak jesteś masochistką!
    - Daj spokój, nie psuj tego. Poprawiłeś mi humor bałwanie.
    - Szturchnęła go łokciem.
    - Mnie nie oszukasz, ale niech ci będzie... - Poklepał ją po ramieniu wstając z kanapy.
    -
    Powodzenia mała, jeszcze narobisz nam kłopotów. - Zaśmiał się i wyszedł. Co miał na myśli? Raczej to ona będzie mieć kłopoty. Westchnęła i postanowiła znaleźć sobie jakieś zajęcie. Unikając Reijiego, zdecydowała dokonać zwiadu na własną rękę. Pokazali jej tylko kilka głównych pomieszczeń. Co jeszcze może skrywać taka ogromna rezydencja. Jedno co pewne to , że wiele tajemnic. Tym razem, zeszła schodami w dół, które ostatnio zauważyła. Mała klatka schodowa na rogu budynku, do której wchodziło się małymi, drewnianymi drzwiczkami. Na dole znajdowały się identyczne, a za nimi ciemność. Tylko w oddali było widać niewyraźne światło. Ruszyła wzdłuż ściny, która była jedynym wyznacznikiem przejścia. Zimna, ceglana, wilgotna, śmierdząca, obrzydliwa. Te przymiotniki opisywały ją w sam raz, mimo to ciekawość była silniejsza niż obrzydzenie. Z każdym krokiem zbliżała się do światła. Mogła dostrzec już zarys pochodni na ścianie. Wkrótce widziała korytarz w całej jego okazałości. Pewnie to też zasługa tego, że oczy przyzwyczaiły się do panującej ciemności.
    -
    Lochy... -Wyszeptała, a echo poniosło jej słowa dalej Nawet tak cichy dźwięk miał tu ogromną siłę. Niestety. Nie jest delfinem ani nietoperzem. Echo lokacja nie zadziała. Usłyszała pisk dobiegający z tyłu. Erin mało nie wrzasnęła. Zakryła usta dłonią i spojrzała pod nogi. Odetchnęła widząc, że to tylko szczur. Co raz częściej mijała furtki ze stalowych prętów. Po co im to? Może faktycznie mają zamiar ją więzić? Aż miała ciary na samą myśl o tym. Pojawiały się zakręty w lewo i prawo. Gdy dotarła do ślepego zaułka, cofnęła się do jednego z bocznych korytarzy. Furtka zaskrzypiała i otworzyła nową drogę. W tym przejściu już nie było takiego przeciągu. Nie było tez celi. Były tylko stare drewniane drzwi. Szła słysząc wyraźnie każdy swój krok. Monotonny dźwięk przerwał śmiech. Psychopatyczny, ale było w nim coś znajomego. Zatrzymała się przy drzwiach, zza których dobiegał głos. Otworzyła je tak delikatnie jak tylko umiała i ostrożnie zajrzała do środka przez szparę. Jeb. Przy wejściu pojawił się Kanato. Rin wywaliła się do tyłu. Mało zawału nie dostała. 
    - Po co przyszłaś? - Zapytał wlepiając w nią fioletowe ślepia. 
    - Eeee...no bo...
    - Chciałaś zobaczyć moją kolekcję, prawda?
    - Taaaaa... właśnie tak. -
    Powiedziała zmieszana i podniosła się z ziemi. Miała złe przeczucia. Wampir otworzył szerzej drzwi wpuszczając gościa do środka.
    - Co to za kolekcja właściwie? - Zapytała idąc tuż za nim.
    - Jak to jaka? - Zatrzymał się i przechylił głowę na bok. Dopiero teraz zauważyła, że chłopka trzyma misia. Nie odpowiedziała.
    - Jesteś najmłodszy, tak?
    - Hę? Skąd to ci do głowy przyszło? - Wyraźnie nie spodobało mu się to pytanie.
    - No... bo... Nieważne. - Był zwyczajnie dziwny. Dziecinny. No i trochę straszny.
    - Oto moja kolekcja! - Po przejściu do następnego pokoju ponownie się zatrzymał rozkładając ręce.
    - Moje Lalki! - Blondynka w pierwszej chwili nie wiedziała jak to skomentować, ale przestąpiwszy przez próg ujrzała dziesiątki bladych figur w sukniach ślubnych.
    - Łooooo... - Robiło wrażenie.
    - Dbam o nie. Szyję im sukienki, czeszę i maluję...

    - Sam wszystko uszyłeś?
    - Sam to wszystko zrobiłem.
    - Oświadczył dumnie. Jak pedalsko by to nie brzmiało, widok był efektowny. - No nieźle. Widać, że się starasz....
    - Nie martw się... O ciebie też kiedyś tak zadbam.
    - Ta uwaga brzmiała bynajmniej podejrzanie. W każdym razie bardzo bezpośrednio. Uznała, że lepiej to olać.
    -
    Te suknie są piękne... Tak w ogóle to... z czego je zrobiłeś... te lalki. Wosk? - Stała przed jedną z postaci, uważnie się jej przyglądając. Wyglądała bardzo realistycznie. Detale skóry, włosy, rzęsy, paznokcie... jak prawdziwa. Nawet w dotyku. To chyba jednak nie wosk. Zimna. Pewnie kwestia temperatury w piwnicy. Sama nieźle zmarzła. Kminę ponownie przerwał śmiech.
    - Ale ona głupiutka, co nie Teddy? - Śmiał się coraz głośniej, a Naelly patrzyła się na niego z wyraźną konsternacją. - Hę?
    - Naprawdę nie widzisz? Są prawdziwe! Każda jedna! Wszystkie były naszymi narzeczonymi! Wszystkie były takie...jak ty!
    - Co kurwa? -
    Wyszeptała pod nosem. Fioletowowłosy pojawił się tuż obok niej i złapał ją za rękę.
    - Chcesz do nich dołączyć, prawda? Będę cię czesał i uszyję ci sukienkę... i będę dbał o ciebie, zawsze będziesz piękna i...- Coraz bardziej się nakręcał i wyraźnie był podniecony. Pora na odwrót taktyczny. Cofała się powoli, ale ten wariat ciągle się zbliżał i zbliżał.
    - Zróbmy to teraz! Nie bój się! Będzie bolało tylko na początku. Wyssę z ciebie krew, co do kropli. Resztę wypcham, żebyś się nie rozkładała. Nie możesz się doczekać, prawda? -Teraz to już definitywnie była przerażona.
    - Zostaw mnie ty spedalony popaprańcu! - Wydarła się i trzasnęła go z liścia po mordzie.
    - Wara ode mnie i od mojej krwi! Nie mam najmniejszego zamiaru dołączyć do tej chorej kolekcji zwłok! 
    - Coś ty powiedziała?! - Rzucił się na nią i złapał za szyję.
    - Twoje zdanie się nie liczy! - Wrzeszczał zaciskając rękę coraz bardziej... 
    - Pieprz się niedojebany chochliku. - Wycedziła dusząc się.
    - Kanato puść ją. - Zabrzmiał wściekły głos Reijego na widok brata podnoszącego za szyję nową współlokatorkę. Młodszy z braci puścił ofiarę, a ta upadła na podłogę krztusząc się i kaszląc.
    - Ta fioletowa małpa chciała mnie zabić! - Oddychała głęboko rozmasowując ślady na szyi. 
    - Już ja się z nim policzę, a ty... Nie powinnaś tu przychodzić! - Gniew bił od niego na kilometr. Wiedziała, że jest czego się bać.
    - To wszystko jej wina! - Wtrącił psychol naczelny.
    - Obraziła mnie i sprzeciwia mi się. - Jęknął niezadowolony.
    - Kanato...Kiedy nauczysz się cierpliwości. Jak umrze to rób co chcesz, ale nie przyspieszaj tego. Nie psuj innym zabawy. Po za tym Ta Osoba będzie wściekła i to bardziej niż ja. - Warknął na młodego. No mistrz pocieszania. Dziewczyna podniosła się powoli z ziemi, ale nie na długo gdyż nastąpił straszny huk, a ów ziemia zatrzęsła się zwalając Rin z nóg.
    - Co to do cholery było? - Zapytała przestraszona.
    - Kanato. Rozliczę się z tobą później Erin, zostań z nim. - Pan domu miał złe przeczucia.
    - Że co?! Ale on...
    - Bez dyskusji. Muszę sprawdzić co się dzieje.

    - Pff...homoniewiadomo. - Bąknęła pod nosem zerkając kątem oka na agresywnego niziołka.
    - Erin! - Krzyknął okularnik. Wolała nie lekceważyć tej uwagi. Wiedziała, że to nie był odpowiedni moment na wytrącanie go z równowagi. Stanęła jak pies z podkulonym ogonem lekko naburmuszona, ale okazywała skruchę.
    - A ty kanalio, spróbuj ją tknąć, a możesz pożegnać się ze swoją kolekcją. Z dupy nogi ci powyrywa, a Teddyego spalę. Rozumiemy się? - Młody wampir też wyraźnie nie był zadowolony, ale zdanie Reijego nie podlegało dyskusji. Po tych słowach czarnowłosy zniknął. Łomot dobiegający z góry tym czasem narastał.
    - To się nie zawali?
    - Nie powinno...
    -Oby. -
    Erin ruszyła w stronę drzwi.
    - A ty gdzie idziesz?
    - Zobaczyć co się dzieje.
    - Ale Reiji... mówił...
    - Ale Reiji bla bla bla. Myślisz, że będę tu tak stała z założonymi rękami?! -
    Oburzyła się i wybiegła w stronę schodów do ogrody. Widok mroził krew w żyłach.

wtorek, 9 lutego 2016

Niemoralne propozycje i Pisiąt Twarzy Rejdża. Niewlnica - rozdział 7

    Rozdział 7
    Sadist
    Niespokojna Noc zakończyła się sobotnim porankiem. Ekhem...no nie do końca. To nie był poranek. Zegar wybijał godzinę siedemnastą. Dzień zmienił się w porę spania. Według tego co mówił Reiji, tak będzie już na stałe. Szkoła nocna? Kto to wymyślił? Erin usiadła na łóżku i spojrzała w stronę lustra. Różowa koszulka na ramiączkach i fioletowe, krótkie spodenki pełniły role piżamy. Przeczesała palcami blond włosy. Nie było tragicznie, na swój sposób nawet miał jakiś urok, ten wciąż senny obraz. Ale czy wypadało tak zejść do salonu? I to w domu oblężonym przez płeć męską? Mówi się trudno. Narzuciła szarą bluzę, a na nogi wcisnęła futrzane kapcie. Były miękkie i miło w środku. W takim, a nie innym przebraniu, ruszyła na śniadanie. Szła korytarzem z kapturem naciągniętym na głowę, pocierając dłońmi ramiona.
    - Cholera, ale zimno... - Zaklęła pod nosem. Czyżby wampiry nie potrzebowały ogrzewania? Liczyła, że tak, jak to miała w zwyczaju, przemknie się do kuchni, zrobi śniadanie, zje i zaszyje się w pokoju. Tym czasem gdy stanęła w drzwiach jadalni, dzielącej ją od celu, wlepiło się w nią sześć par oczu. Stanęła jak wryta w tym wejściu. Gdzieś w tle było słychać pogwizd, a na twarzach większości zagościły chamskie uśmieszki.
    - No proszę, jednak postanowiłaś zejść na śniadanie. - Skomentował okularnik. Nawet on wydawał się być rozbawiony tą ironiczną sytuacją.
      
    - Eee t-to ja może wrócę się najpierw przebrać? - Plan odwrotu jak zwykle legł w gruzach. Za nią pojawił się Laito, który mało nie przyprawił jej o zawał. Chwycił ja za ramiona.
    - Och nie ma takiej potrzeby. Myślę, że nikomu nie przeszkadza ta urocza piżamka. - Obwieścił wesoło, pchając ją w stronę stołu.
    - No chłopaki. Zrobić kobiecie miejsce.
    - Och nie ma takiej potrzeby!
    - Hm? Naprawdę aż tak chcesz siedzieć mi na kolanach? - Upadł na głowę czy jak?! Zbierała się w niej ochota dać mu w twarz.
    - Hahahaha...Nie. Już wolę krzesło. - Usiadła średnio zadowolona między trojaczkami i sięgnęła po filiżankę herbaty. Czuła się obserwowana. Spojrzała kątem oka w prawo by zobaczyć wpatrzony w nią wzrok eee Kanato. Stalker czy co? Szybko spojrzała w drugą stronę. Lepiej będzie jak skupi się na talerzu. Tym czasem z drugiej strony zaatakował Laito.
    - Otwórz buzię! - Zawołał z widelcem wyciągniętym w jej stronę. Rin odskoczyła jak oparzona, mało nie spadając przy tym z krzesła.
    - Co to miało być ?!
    - Chcę cie nakarmić. -
    Uśmiechnął się wampir.
    - Karmić to se dziecko możesz. Ja sama umiem jeść. - Burknęła biorąc własne sztućce do rąk.
      
    - Zrobić ci dziecko? - Zapytał z wyraźnym zadowoleniem na twarzy. Dziewczyna na dźwięk propozycji zadławiła się herbatą. Zatkała ręką usta, kaszląc, co by nie opluć nikogo. Chociaż w sumie, to należało mu się. Co to kurwa miało być?! Całe szczęście, że nie mogła przestać kaszleć, bo zaraz wybuchłaby zadyma. Wzięła talerz i wstała od stołu.
    - Gdzie idziesz Bitch-chan?
    - Gdzieś gdzie was nie ma! -
    Wyszła nie oglądając się za siebie. Przysiadła na fotelu w swoim pokoju. Tu był spokój. Zero stalkerów, zero debili, zero zboków. Mogła normalnie zjeść. Zabrała się za przemycone tosty. Ciekawe kto je zrobił? A jeszcze bardziej zaskoczyło ją, że sięgają po coś innego niż krew. Posiłek przerwało pukanie. Czy nawet tu nie mogła być sama? Nie miała ochoty tego mówić, ale..
    .
    - Proszę... - Powiedziała z poirytowaniem w głosie. Do pomieszczenia wszedł czarnowłosy. Chyba po raz pierwszy wszedł za pozwoleniem. Nim cokolwiek powiedziała „gospodarz” stanął przy niej.
    - Najmocniej przepraszam za moich niedorozwiniętych braci. Te imbecyle nie potrafią zachować się w towarzystwie. - Pokwitował i usiadł naprzeciwko.
    - W ramach wynagrodzenia zapraszam na spacer po okolicy. Miejscowe tereny są bogate w niesamowicie przyjemne dla oka krajobrazy. - Szansa na uciecz...z znaczy się... spacer? Otwarta przestrzeń? Brzmiało dobrze, jednak była prawie pewna, że jest w tym jakiś haczyk.
    - Nooo dobrze. Zgadzam się. - Nie mogła się wahać. To była szansa. 
    - W takim razie ubierz się. Czekam przy drugim wejściu. - skinął głową i równie kulturalnie, jak wszedł, tak opuścił sypialnię. W co by się tu ubrać. Coś do czego można założyć wygodne buty. Założyła błękitną tunikę z koronkowymi wykończeniami i głębokim dekoltem, a do tego czarne legginsy. Do szarych trampek się nada...


    - Chciałem pokazać ci pewne miejsce. -
    Szli leśną ścieżką. Widok faktycznie był piękny. Był wieczór, ale wciąż było widno. Słońce już zaszło, ale chmury nadal miały fioletowawe odcienie. Liście na drzewach zdążyły już nieco pożółknąć i nabrać złocistych odcieni pomarańczy.
      
    - Tak? A jakie? - Spojrzała na czerwonookiego. Do tej pory szli w milczeniu. Może jednak go nie doceniła?
    - Ech... zaraz sama zobaczysz. - Droga cały czas szła prosto. Bez jakichś zakrętów czy skrzyżowań.- To tutaj. - Wampir zatrzymał się na skraju wielkiego jeziora. Błyszcząca tafla wody odbijała wieczorne niebo.
      
    - Zapamiętaj. Nie wchodź do wody. Jest strasznie zimna. Zwłaszcza o tej porze roku.
    - Nie martw się, nie mam takiego zamiaru. Nigdy nie byłam dobrym pływakiem. -
    Przykucnęła i wyciągnęła dłoń by zanurzyć w wodzie. Reiji błyskawicznie pociągną ja, odsuwając od brzegu. Cofnęła się jeszcze parę kroków. Żeby aż tak? Wtedy mało jej kopara nie opadła. Ten ni stąd ni zowąd zdjął koszulę i wlazł na pomost.- Hm?
    - Przychodzę tu gdy potrzebuję ciszy i odpoczynku od tych kanalii. -
    Zdjął buty i bez słowa wskoczył do wody. Co. Erin wytrzeszczem podążała za chłopakiem. Ale co to ma być. Co? Nie! Tak o sobie teraz będzie pływać?
      
    - Mówiłeś, że jest za zimna!
    - Dla ludzi. Teraz przez chwilę bądź cicho. Proszę. -
    Kiwnęła twierdząco głową patrząc jak się zanurza. Dalej była zdezorientowana. Mimo wszystko...teraz miała szansę. Cicho zaczęła się cofać. Gdy przekroczyła linię drzew, rozpoczęła drugą fazę ucieczki. Oby miał duża pojemność płuc i siedział tam jak najdłużej. Chciała jak najbardziej skorzystać na czasie. Biegła nie oglądając się za siebie ani nie patrząc pod nogi. Miała tylko nadzieję, że dokądś dobiegnie i nie będzie to rezydencja Sakamakich. Tym czasem pływak wynurzył się by zaczerpnąć powietrza na kolejne parę minut.
      
    - Hm? Erin? - Nie musiał otwierać oczu, by wyczuć, że dziewczyny tam nie ma. Skrzywił się w lekkim grymasie. W środku tymczasem napełniała go wściekłość. Liczył, że dziewczę jest bardziej inteligentne i godne zaufania. Po chwili jednak prychnął i uśmiechnął się złowieszczo.
    - Aż tak chcesz stać się ofiarą? - Wyszedł z wody odgarniając włosy. Narzucił na siebie koszulę i resztę rzeczy, które zdjął po czym ruszył powolnym krokiem w stronę lasu.- Chodź do mnie Erin! - Zawołał. - To może kara będzie łagodniejsza. - Zaśmiał się pod nosem. Wystarczyła jedna gałązka pękająca pod stopą uciekinierki by ruszył w pościg. Naelly przedzierała się przez krzaki potykając się co chwilę o wystające korzenie drzew. Upadała, wstawała i biegła dalej w pogoni za wolnością. Słyszała w oddali zbliżający się głos Reijiego. Nagle jebut! I tym razem nie o ziemię. Z ogromną siłą, chłopak przyparł ją do drzewa. Uchwycił za nadgarstki i trzymając je w górze przybliżył twarz do blondynki nachylając się przy tym lekko. 
    - To bardzo nie kulturalne tak uciekać droga panno. Dzisiejsze opuszczenie wspólnego posiłku również było bardzo nie uprzejme. - Teraz mógł spojrzeć jej w zrozpaczone oczy. Nie puszczając biega odsunął się i westchnął.
    - Jesteś źle wychowana... trzeba to naprawić...- Wolną ręką wykonał klasyczny facepalm.
      
    - Chyba sam muszę cię nauczyć. - Jego uśmiech był coraz bardziej przerażający. 
    - A tak starałem się być dla ciebie miły... - Zbliżył się do jej ucha.
    - Teraz będę musiał cię ukarać.
    - P-przeprasza, przepraszam... przepraszam przepraszam przepraszaaam... -
    Rozpoczęła lament. Wampir wyglądał teraz bardziej na zadowolonego niż wściekłego. Odsłonił kły w sadystycznym uśmiechu. Puścił ją, gdy dziewczyna ponownie spróbowała uciec, przydeptał jej sznurówkę. Erin szarpnęła i w swoim pędzie upadła na kolana.
    - No proszę, nawet skruchy nie okaże! - Pchnął nieposłuszna blondynkę na ziemię po czym kolejnym szarpnięciem przewrócił ją na plecy. Chwycił ją za ramię przygniatając do podłoża. Brązowe oczy nie kryły łez. Dławiła się nimi.
      
    - Zadowolona jesteś z siebie? - Zaśmiał się i przybliżył twarz do szyi ofiary. Językiem przejechał po śnieżnobiałej skórze językiem po to by po chwili popłynęła po niej stróżka krwi. Rin jęknęła przygryzając wargę. Reiji zassał się na moment. Oblizał się przyglądając śmiertelniczce z obłędem w czerwonych ślepiach. Mocnym i szybkim ruchem podniósł ją za frak do góry.
    - Reiji p-proszę...N-nie. - Popłakiwała wisząc nad ziemią. Sadysta ponownie przymierzył kły do jej tętnicy.- Nie, nie, nie, nie...niee, nie... - Powtarzała w kółko. Oblizał ranę, którą przed chwilą zrobił i cisną ofiarą o ziemię.
    - Jesteś żałosna. - Parsknął. - Do domu! Ale już! - Warknął i nie oglądając się na nią, ruszył przodem. Wiedział, że siedemnastolatka była zbyt przerażona żeby się mu sprzeciwić. Jak zbity pies z podkulonym ogonem, szła za nim wlepiając wzrok w ścieżkę. Nastało milczenie. Wszystko wróciło do punktu wyjścia. Znów była sponiewierana, pogryziona, poobijana i bez żadnego poparcia ze strony braci...

poniedziałek, 8 lutego 2016

Aijaijaj aj em lityl baterflaj. Niewolnica - Rozdział 6

    Rozdział 6
    Brothers

    Ułamek sekundy od tego dźwięku nastąpiło głośne skrzypnięcie i balustrada runęła w dół wraz z dziewczyną. Cudem zdążyła się złapać betonowej posadzki. Zawisła na wysokości drugiego piętra. Krzyk zduszony przerażeniem i wola każącą jej wbijać palce w krawędź balkonu, uwiązł w gardle. Barierka uderzająca o ziemię jedynie brzdęknęła jej w uszach. Wiedziała jedynie, że ona nie będzie mieć tyle szczęścia co kawałek żelaza jak upadnie. Jęknęła czując jak jedyna deska ratunku wyślizguje się spod jej palców. A więc tak miał wyglądać jej koniec? Mieszkała z wampirami, a miała zginąć przez upadek z wysokości?
    - Ej! Kretynko! Co ty tam robisz?!
    - Nie widać? Wiszę sobie! - Nawet nie miała możliwości sprawdzić, która krzywa morda drze ryja tam w dole. Głos nie należała ani do Laito ani do Reijego. Nawet gdyby mogła się obejrzeć to wolała nie patrzeć w dół.- Złaź stamtąd!
    - Chyba cię pojebało! Jak?
    -Ech... Normalnie. Zeskocz czy coś. - Wampir prychnął niezadowolony. Niestety. Ludzie to nie wampiry. Nie są niezniszczalni ani nic w tym stylu.
    - Nie jestem samobójcą!
    - Zabawne. Kto inny pchałby się do domu pełnego wampirów.? - Nuta ironicznego rozbawienia zabrzmiała w głosie chłopaka. Dyskusję przerwał pisk. Brakowało jej sił by się utrzymać dłużej. Palce powoli puszczały krawędź. Przerażona nie wiedziała czy starać się zachować spokój, czy pozwolić naturalnym odruchom dojść do głosu. Gdy kolejny palec się ześlizgnął, rozpoczęła płaczliwą miotaninę. Ramiona nie dawały rady. Miała tylko silną wolę i strach. Ogarnęła ją panika. Łzy cisnęły się do oczu.
    - Ej! Puść się!
    -Co?!
    -Eh...Uspokój się...Złapię cię. - Nie mogła spojrzeć mu w twarz by choć odrobinę wywnioskować czy mówi prawdę. Czy naprawdę tam stoi i czy to w ogóle możliwe by dał radę ją złapać. Dwa piętra to trochę nie realna sprawa dla człowieka... Ale on nie był człowiekiem.- Skąd mam wiedzieć, że nie kłamiesz?
    - Nie ufasz mi? Słusznie. Sam bym sobie nie ufał. No dawaj... skacz. Nie bój się... Nie będę tu stać nie wiadomo ile. Z resztą i tak długo nie wytrzymasz thh...
    - A-Ale...
    -Skacz! - Ostatecznie zamknęła oczy i nawet nie zdążyła dobrowolnie zwolnić uścisku ,gdy ostatecznie to co trzymała wymknęło się jej z rąk. Z resztą sama pewnie by się nie przemogła by się puścić. Podczas tego kilkusekundowego lotu czuła zarówno przerażenie jak i coś niezwykłego. Jak i coś czego nigdy nie doświadczyła. Lot ptaka czy raczej swobodne spadanie, skończyło się nagłym uściskiem czyichś ramion. Nastąpił jeszcze lekki wstrząs, a gdy otworzyła oczy ukazał jej się białowłosy. Byli już na ziemi. Wpatrywała się w jego czerwone ślepia ,jeszcze przez chwilę łapczywie biorąc każdy oddech. 
    - Dziękuję...eee..yyy... - Głupio by było gdyby palnęła teraz coś w stylu „ zaczekaj muszę chwilę pomyśleć...”. Nie pamiętała imienia swojego wybawcy. Taki wstyd.
    - Subaru.
    - Eee tak! Przypomniałabym sobie. Jeszcze was nie znam, nie dziw...
    - Przecież nic nie mówię.
    - W każdym razie. Dzięki Subaru. 
    - Proszę – Prychnął po czym odwrócił się i ruszył przed siebie. Zdziwiło to Rin. Spodziewała się czegoś w stylu żądania podziękowania za ratunek w postaci krwi. Nawet już miała zacząć się zasłaniać rękami, ale takiej reakcji nie przewidziała. 
    - Nie będziesz mnie gryźć, ani nic? Tak sobie pójdziesz? 
    - Bezpośredniość to podstawa.-Taa. Problem? Głupia. Jesteś aż taką masochistką?
    -Nie! Spoko... Tylko no wiesz... Twoi bracia... bardziej agresywnie i zawzięcie podchodzą do tematu. Myślałam, że ty też. Że będziesz chciał nagrody czy coś.
    - Czy ja ci wyglądam na któregoś z tych debili ?! - Odwrócił się do idącej za nim blondynki posyłając jej mordercze spojrzenie.
    - N-nie! Spokojnie, nie unoś się tak. Nie wiedziała, nie chciałam cię urazić.! Skąd mam wiedzieć jaki jesteś? Przecież nic o tobie nie wiem! Nie znam cię!
    - Wolę nie na razie twojej krwi... W każdym razie powstrzymuję się od jej picia. Hah...Nie potrzebuję tego. Jak się uzależnię to będą kłopoty. Nie mam zamiaru jak ci idioci bić się o byle jaką kroplę krwi czy jakąś tam dziewczynę. -
    Nie chciała dać do zrozumienia, że określenie „ byle jaka” było nieco obraźliwe. Wolała nie zaczynać awantury, a widząc temperament wybawiciela, prawdopodobnie tak to by się skończyło. Wyglądało na to, że skoro jest nie pijący, może nawet okazać się sprzymierzeńcem. Byle by go nie irytować, a może coś z tego będzie.
    - Rozumiem. Czyli chociaż ty jesteś normalny.
    - Normalny? Nie żartuj sobie. To zdecydowanie za dużo powiedziane. Nic we mnie nie jest normalne.
    - No w sumie jak by patrzeć na to z innej strony, to jak na wampira jest dziwne.
    - Zamknij się! Nie to miałem na myśli. -
    Szli powoli przez ogród. Nawet nie przeszkadzała tak czerwonookiemu jak zazwyczaj inni to robili.
    - Hm?
    - Nic. Nie ważne. Lepiej już idź. -
    „Zanim się zdenerwuję”. Jego ton mówił to sam za siebie.
    - No dobra, ok. Pa Subaru. Miło, że dało się z tobą chociaż normalnie, jak na to miejsce, pogadać...- Pożegnała się, spojrzała jeszcze raz na zniszczony balkon i skierowała się do drzwi. Było ciemno. Całe szczęście księżyc świecił na tyle jasno by oświetlić drogę i zarys różanych krzewów. Co do tych drugich, na przyszłość będzie bardziej uważać żeby się nie pokaleczyć. Zniknęła za drzwiami. 

czwartek, 4 lutego 2016

Czy Reiji potrafi być miły? Chyba nieee. Niewolnica - rozdział 5

    Rozdział 5
    Vampire

    Pierwsze co poczuła to, to, że jest miękko i ciepło. Nikt jej nie trzymał. Drugą rzeczą był fakt, że nie jest na świeżym powietrzu. Ostatnim co do niej dotarło był ból. Nadzieja, że to wszystko było snem prysła jak mydlana bańka. Bolało. Cholernie bolało. Wszystko. Chciała krzyczeć, wyć, zarówno z bólu jak i ze strachu. Coś tłumiło jej głos. To, że wciąż się nie obudziła.

    Zerwała się nagle do siadu łapczywie biorąc każdy oddech. Oczy miała pełne łez, które walczyły by nie spłynąć po policzkach. Żyła. Jeszcze.
    - Nie dotrzymałaś słowa. To niegrzeczne z twojej strony. - Głos nie był odległy. Rozległ się niemalże przy jej uchu. Tuż obok niej, na łóżku siedział czarnowłosy. Na widok Reijego natychmiast odskoczyła z piskiem, spadając przy tym z łózka i na czworaka próbowała się wycofać.
    - Z-zostaw mnie! - Wydusiła z siebie nie mogąc dłużej powstrzymać płaczu. Nie miała dokąd uciec. Była niczym przestraszona owieczka przed obliczem wilka. Przerażony wzrok nie odrywał oczu od kamiennej twarzy chłopaka.
    - Erin... -Wstał i okrążył łoże by pochylić się nad trzęsąca się ze strachu blondynką. Ta zareagowała jak spłoszone zwierzątko. Złapała trampka leżącego obok łózka i z impetem cisnęła nim w wampira.
    - Nie zbliżaj się do mnie! - Wydarła się piskliwym tonem. Widząc powagę sytuacji okularnik westchnął głęboko. Przykucnął nie podchodząc bliżej i wyciągnął rękę.
    - Spokojnie. Nie zrobię ci krzywdy. - Z ust Reijego padły słowa niespodziewanie łagodne.
    -Ale... Nie dotrzymałam obietnicy...Nie jesteś zły? - Posłała mu podejrzliwe spojrzenie.
    -Jestem, ale karę już odbyłaś. Na dziś dość się nacierpiałaś. - Ufać mu czy nie? Oczywiście, że nie! Ale czy miała Jakieś wyjście? Też nie...
    - Chodź... trzeba ci opatrzyć rany. - Rin choć niepewnie, pozwoliła sobie pomóc wstać. Wciąż ledwo stojącą dziewczynę odprowadził do łazienki. Wyjął z apteczki waciki, plasterki i inne pierdoły... no i wodę utlenioną oczywiście.
    - Jak widać moi bracia bywają dość brutalni. Zwłaszcza Trojaczki. - Pokwitował przemywając rany. Osłabiona Naelly siedziała na brzegu wanny pozwalając przyklejać sobie plasterki.
    - Jeśli masz jakieś pytania to dobry moment aby je zadać. - ciągnął czerwonooki.
    -Wszyscy jesteście wampirami?- Tak. Bez wyjątku. Wątpię byś spotkała tu kogoś kto nie jest wampirem.
    - Czy jest jeszcze coś o czym powinnam wiedzieć?
    - Właściwie to poza tym, że nie ma odwrotu, jesteśmy wampirami i nie brakuje tu sadystów to chyba nic. - Wyliczał na palcach. - No może jeszcze o duchach warto jeszcze wspomnieć. A i jeszcze jedno... Prędzej czy później będziesz musiała poślubić jednego z nas... O ile przeżyjesz - „ Pierdolisz”. Tak wyglądała pierwsza reakcja. Całe szczęście nie powiedziała tego na głos.
    - Przepraszam, ale chyba się przesłyszałam. - Wytrzeszczyła oczy zdziwiona.
    - Obawiam się, że nie. Czyżby był z tym jakiś problem? - Wampir uniósł brew.
    - No pewnie, że tak! Nie chcę jeszcze wychodzić za mąż!...Nie jestem gotowa! - Wypaliła. - Po za tym... w małżeństwie chodzi o miłość... Jak mogłabym pokochać jednego z was? Potworów, którym zależy jedynie na mojej krwi. Z resztą... Nie m można zmuszać nikogo do małżeństwa. To powinno samo przyjść. Chcę mieć wybór! - Protestowała jak mogła z histerią w głosie. Dla Reijego było to jedynie marudzenie i wybrzydzanie ze strony jaśnie pannicy.
    - Wartości ludzkie są takie prymitywne. - Wydawał się wręcz rozbawiony reakcją Erin. Cóż innego mógł odczuwać sadysta, widząc ofiarę miotająca się w pułapce bez wyjścia. Okrutny uśmieszek pojawił się na jego twarzy. Odwrót taktyczny. Wybiegła z łazienki prosto do swojego pokoju zatrzaskując przy tym z hukiem drzwi. Opierając się plecami o ich drewnianą powierzchnię, próbowała uspokoić oddech. Przeszkadzał jej w usłyszeniu ewentualnych, zbliżających się kroków. Cisza. Osunęła się po ścianie do siadu.
    - W co ja się władowałam?... - Uniosła wzrok ku górze. Na suficie znajdował si kryształowy żyrandol. Wpadające światło odbijało się na ścianach w postaci tysięcy świetlnych plamek. Przypominały jej gwiazdy. Właściwie to przecież była noc. Wstała powoli i nieśmiało wyszła na balkon. Może powinna zamknąć za sobą drzwi? A może lepiej nie?. Było ciemno. Światło księżyca z ledwością oświetlało zarys barierki. Położyła dłonie na zimnej metalowej poręczy. Wychylając się, poprzez stawanie na palcach, próbowała złapać jak najwięcej nocnego powietrza. Koniec bajki. Trach.

It's raping time! Niewolnica - rozdział 4

    Rozdział 4
    Bite
    Źle się czuła z faktem, że nie dotrzymała słowa. Liczyła, że zapomni o tym gdy zobaczy ogród gdyż właśnie tam prowadził ją Laito. Nie pomyliła się. Ledwo wyszli na zewnątrz, a odpłynęła. Powoli weszła pomiędzy krzewy...potem szybciej. Wbiegła w labirynt różanych żywopłotów, zatrzymała się i obróciła dookoła własnej osi by zobaczyć jak najwięcej. Czuła się jak Alicja w Krainie czarów, w ogrodzie Czerwonej Królowej. Ścieżka zakończona była drewnianą altanką. Cieszyła się jak dziecko. Przyglądała się kwiatom jakby patrzyła na ósmy cud świata. Zerwała jeden pąk, a delikatne płatki same rozleciały się w jej palcach. Nie mogła się powstrzymać. Dmuchnęła w nie a te lekko uniosły się w górę i poleciały z wiatrem. Blondyna odprowadziła je wzrokiem aż do księżyca, który jeszcze bardziej przykuł jej uwagę. Wielki, świecił jasno i dodawał temu miejscu magii. Z tego wszystkiego nawet nie zauważyła kiedy rozcięła palec. Chłopak szedł spokojnie parę metrów za nią.
    - Podoba się?
    -Jest... Niesamowity... Piękny! - On tymczasem zbliżał się dalej. Nie odezwał się więcej tylko podchodził wpatrując się w nastolatkę. W jego spojrzeniu było coś co budziło w Rin niepewność....niepokój.
    - No no no...Biedna mała Erin... Skaleczyłaś się biedactwo. Daj, zobaczę. - Stał tuż przed nią. Ona ani drgnęła. Coś było mocno nie tak. Błysk w jego oczach przyprawił ją teraz o ciarki. Złapał ją za rękę i przyciągnął do siebie. Skąd wiedział, że się zraniła? Gdy zlizał krew z jej palca w głowie dziewczyny zapaliła się czerwona lampka. Stop! Zaczęła się wycofywać. Przerażał ją oraz bardziej.
    - Coś nie tak Księżniczko? - Zapytał z teatralną troską w głosie. Wyrwała rękę. Biegnij. Tak teraz alarmował ją instynkt. Posłuchała się. Rozpoczęła bieg w stronę altanki.
    - Koniec przedstawienia. - Poczekał jeszcze chwilę dając ofierze szansę na ucieczkę po czym pojawił się obok i mocno złapał ją jedną ręką w pasie.
    - Nie ładnie tak uciekać. - Zaśmiał się. Brązowooka nie była wstanie wydusić z siebie słowa. Drugą ręką trzymał jej nadgarstek. Czuła jego oddech na karku. Coraz bliżej i bliżej.
    - Niebezpiecznie jest się okaleczać gdy w pobliżu mogą być wampiry, wiesz? - W końcu mokry język przejechał po delikatnej szyi Erin. Zaraz po tym nastąpiło ugryzienie. Dwa kły przebiły mlecznobiałą skórę dziewczyny. Co na to gryziona? Jęknęła cicho. Nie dowierzała temu co się właśnie stało. To nie mogła być prawda. A jednak.... Prawda czy nie, nie mogła tak bezczynnie stać i się dawać.
    - Przestań! Odwal się bałwanie! - Zaczęła się szarpać. Ożyła. Udało się nawet od siebie odczepić krwiopijce.
    - Taaak chcesz się bawić? - W momencie gdy już wydawało się, że uda się wyrwać, przyciągnął ją do siebie, przekręcił i ścisnął mocniej.
    - No proszę, ktoś tu lubi cierpieć nfufufu~...Gdy się miotasz boli bardziej... Ale skoro tak ładnie prosisz....- Uśmiechnął się i zaczął wbijać się w kolejnych miejscach po to by wziąć kilka łyków i zacząć pić w nowym punkcie. Czuła jak ssie jej krew. Jak opuszczają ją siły. Już nie była w stanie walczyć. Co więcej, nogi miała teraz jak z waty. Wampir wyczuł jej bezwładność i wiedział jak to wykorzystać. Ukląkł i rozluźnił uścisk pozwalając opaść żywicielce na kolana po czym wgryzał się dalej odsłaniając ubranie. Łzy mimowolnie spływały jasnowłosej po policzkach. Była bezradna. Gdyby chciał mógłby ją teraz zabić lub gorzej. Mogła tylko krzyczeć. Była już tak słaba, że każdy, pełen woli walki ruch chłopak tłumił bez wysiłku. Zawroty głowy były straszna, a obraz się rozmazywał...
    - Proszę...Przestań... - To ostatnie co zdążyła z siebie wydobyć.
    - Nie mogę... Twoja krew jest taka dobra...- Oderwał się na chwilę i ugryzł z całej siły. Zgasło światło. Zemdlała.
    - Chyba wypiłem ciut za dużo. - Laito podrapał się w tył głowy. Ukąsił jeszcze parę razy i odniósł ją do pokoju.
    Ułożył ofiarę na poduszkach i ucałował w czoło.
    - Kolorowych snów... Bitch-chan... – Zniknął. Zapach krwi unoszący się z ran rozniósł się po całym domu. Podczas gdy Laito obwieszczał Kanato i Ayato triumf a Shuu miał wszystko w dupie, do sypialni wszedł białowłosy. Podszedł do łóżka i delikatnie odsłonił ramię Rin. Było już pogryzione, Znalazł wolne miejsce i wbił swoje kły. Słodka ciecz była niczym nektar bogów. Nie pił dużo. Nie chciał. Przecież miał nie pić. Już popełnił błąd próbując. Z resztą wyglądała na dostatecznie zmaltretowaną. Tak jak wszedł, tak wyszedł.  

środa, 3 lutego 2016

Cisza przed burzą czyli Niewolnica - Rozdział 3

    Rozdział 3
    Dinner
Nim zdążyła się obrócić, jak to bywa przy zaskoczeniu, „gość” stał już obok.
- Widzę, że się już rozgościłaś. - Reiji stał patrząc na nią jak zwykle z góry.
- Um, tak. Chyba tak. - Blondynka starała się ukryć zaskoczenie. W sumie nie było czym się dziwić. Chłopak usiadł na fotelu.
- Podoba ci się tu?
- Tak. Bardzo przypadł mi do gustu ten wystrój. - Już miała ochotę oprzeć się o parapet...no tak. Nie ma go. Stała prosto. 
- To dobrze... Dlaczego tu przyjechałaś? - Oparł się wygodnie zakładając nogę na nogę. Elegancik się znalazł.
- Hm?
- Podobno sama chciałaś tu przyjechać. To rzadkość. - Powaga nie opuszczała jego twarzy ani na moment.
- To źle? - Erin zamilkła na chwilę zastanawiając się co powiedzieć.
- Nie mam rodziny, zginęli w wypadku samochodowym, a jedyna osoba mogąca przejąć opiekę prawną nade mną nie chce mnie, już nie wspominając, że mieszka na innym kontynencie. Nigdy nie lubiłam mieszkania w sierocińcu. Nie czułam się tam jak w domu. Chciałam tylko mieć własny kąt. Już od dawna o tym marzę...  - Westchnęła cicho. - Próbowałam wcześniej, ale nie dałam rady opłacać wynajmu. Tak więc skoro dostałam propozycję to czemu miałabym nie skorzystać. - Wzruszyła ramionami. Okularnik jedynie przytaknął.
- Rozumiem. Niestety nie wiem czy to najlepsze rozwiązanie. - Czarnowłosy podszedł tak blisko, że dziewczyna czuła jego oddech na policzku.
- Wybacz jeśli cię rozczarujemy. -Wyszeptał jej do ucha po czym oddalił się do drzwi.
- Erin. Czy zgodziłabyś się zjeść ze mną podwieczorek?
- Eh...tak. Czemu nie!
- W takim razie do zobaczenia. - Odwrócił się.
- Nie spóźnij się na kolację... A i jeszcze jedno... Nie ufaj moim braciom. - Opuścił pomieszczenie.

Brązowooka jeszcze chwilę stała wpatrując się w drzwi. Zatkało ją nieco.... W końcu sama je przekroczyła.
Do posiłku miała jeszcze trochę czasu. Korciło ją żeby się nieco rozejrzeć. Dom był jak z bajki. Wielki i tajemniczy. Ale nie, nie tym razem. Jeszcze będzie miała czas. Jak na razie dobrze będzie jeśli się nie zgubi w drodze do jadalni. Kto powiedział, że to będzie łatwe zadanie. Stała na skrzyżowaniu korytarzy przy drugich już napotkanych schodach prowadzących w dół. Gdy ponownie obróciła się w ich stronę stał tam jeden z jej nowych współlokatorów. Ten w kapeluszu. Opierał się o barierkę żeby nie powiedzieć, że uwalił się na niej...
- Zgubiłaś się laleczko? - Uśmiechnął się szeroko, ale całkiem przyjaźnie. Coś, mimo wszystko, nie podobał się jej w tym wyszczerzu, ale może tylko się jej zdawało...
- Tak. Nikt nie zostawił mi mapy z zaznaczoną drogą i krzyżykiem w jadalni. - Spokojnie stała w miejscu lekko odwzajemniając uśmiech.
- Nie mam mapy, ale jeśli chcesz mogę cię oprowadzić. - Chłopak podszedł i wyciągnął rękę w stronę zagubionej. Choć na początku się wahała ostatecznie podała mu dłoń.
- A co z kolacją?
- Najwyżej dokończymy po jedzeniu nfufufu~... - Puścił jej oczko po czym ruszyli do przodu.
- Erin, tak? Jestem Laito. Wybacz za wcześniej. Moi bracia są dosyć... narwani. Przyzwyczaisz się. - Teraz skojarzyła fakty. Wcześniej Laito wcale nie wydawał się lepszy, ale teraz wydawał się nawet całkiem przyjemnym towarzystwem.
- To co byś chciała zobaczyć najpierw?
- Ogród! - Odparła bez wahania. Zielonooki zamyślił się.
- Nie. Najlepsze na koniec. - Uśmiechnął się prowadząc swoją nową zabawkę. Wszystko szło zgodnie z planem.

Pokazał jej już bibliotekę, basen, pokoje pozostałych...pokój gier, łazienkę i parę innych pomieszczeń. Co prawda dom był o wiele większy, ale rozeznanie miała. Wiedziała też gdzie nie powinna się zapuszczać. Zastanawiało ją tylko dlaczego... No ale przecież nie będzie nadużywać gościnności. Nie znaczy nie... na dziś. Właśnie szli korytarzami. Minęli hol i kierowali się do salonu, który był tuż obok docelowego pomieszczenia. Reiji już od piętnastu minut nie siedział w fotelu gdzie zdążył nawet przysnąć. Teraz z zegarkiem w dłoni siedział oczekują aż wszyscy przysiądą się do stołu. Już tylko dwa miejsca nie były zajęte. Jeszcze ze trzy minuty tak czekał gdy na horyzoncie pojawiła się ów nieobecna parka. Nastąpiła krótka wymiana spojrzeń...obojętnych, radosnych... tych rozczarowanych też. Rudawy odsunął jej krzesło po czym sam zajął swoje miejsce dwa siedzenia dalej. Cisza choć była tu całkowicie na miejscu, wydawała się niezręczna. Brązowe oczy spoglądały to na srebrne sztućce to na posiłek. Przyglądały się wszystkiemu i wszystkim. Siedzieli przy wielkim stole. Obrus był śnieżnobiały, sposób nakrycia wydawał się wręcz idealny. Rozłożone zostały na nim posiłki i dopełniające nastrój świeczniki. Taka perfekcja w każdym calu. Może to jednak za wysokie progi dla tak prostej osoby jak Rin? Postanowiła przynajmniej sprostać wyzwaniu. Pełna kultura i te sprawy. Zwłaszcza, że momentami czuła na sobie wzrok Reijego. Czuła tez niechęć. To przez spóźnienie? To jednak nie to zaprzątało jej głowę. Została postawiona przed wyborem. Albo rybki albo akwarium. Nawet nie zauważyła kiedy atmosfera przy stole się rozluźniła i zaczęły się ożywione rozmowy.
- Ej co robisz po kolacji? -Słowa padły z ust tego co wcześniej przez ramię musiała przerzucić.
- Sorry, ale jestem już zajęta. - Siedział obok. Wyraźnie rozczarowała go odmowa. Posłał braciom podejrzliwe spojrzenia, każdemu z osobna. Już nie mogła jeść. Żołądek się jej skurczył przez te wszystkie przemyślenia. Odsunęła talerz. Spostrzegł to jej nowy przewodnik i natychmiastowo znalazł się za nią.
- To jak Erin? Idziemy? - Odsunął jej siedzenie. Ogród kusił zbyt mocno. Podwieczorek zawsze można było przecież nadrobić...
- T-tak. - Posłała czerwonookiemu przepraszający uśmiech i wyszła razem z tym drugim.  

wtorek, 2 lutego 2016

Hohoho no i jest kolejny rozdział. Niewolnica - rozdział 2

Rozdział 2
Where am I?

Cicho, pusto... Nic. Ostrożnie weszła do środka. Miejsce zrobiło na niej duże wrażenie. Hol wysłany czerwonym dywanem, marmurowe kolumny, kryształowy żyrandol i ogromne schody. Zrobiła parę kroków na przód i wzięła głęboki wdech...
- Dzień dobry!... Jest ktoś w domu?!... Halo! - Wydarła ryja na cały głos, który jedynie odbił się pustym echem. Żarty sobie z niej robią? A może faktycznie nikogo nie ma? A co jeśli ma tu mieszkać sama? Jeśli cały dwór ma dla siebie? Nieee to za dużo dla niej. Zbyt pusto...
- To ja może źle trafiłam? Pada... Zaczekam tu jeśli nikt nie ma nic przeciwko. - Dodała już znacznie ciszej. Mówiła do siebie czy do powietrza? Nie istotne.

Zaczęła powoli wycofywać się w stronę wyjścia gdy nagle poczuła oddech na karku. Po chwili ktoś złapał ją jedną ręką za ramię, a drugą objął w pasie. Chciała się odwrócić, ale ta sama osoba zbliżyła się do jej ucha. Policja? Halo? Pedofil?
- Mogłabyś się łaskawie przymknąć? - Czuła chłód bijący od jego osoby przemieszczający się przy policzku, potem wzdłuż szyi. Trafiła na jakiegoś zboczeńca czy co? Gdy tylko odzyskała władze w rękach szybko złapała trzymającą ją dłoń i szarpnęła przerzucając osobnika płci męskiej przez ramię. W sierocińcu to była całkiem przydatna umiejętność gdy starszym się zachciało kogoś po napastować. Młody chłopak grzmotnął o podłogę. Spojrzał na nią zielonymi tęczówkami.
- Coś ty taka nerwowa?! - Stwierdził z oburzeniem. Nie wstając z ziemi ewidentnie badał ją wzrokiem od stóp po czubek głowy.
- To ty nie wiesz, że nie zachodzi się tak ludzi od tyłu?! - Nie ustępowała w bulwersacji. Chłopak jedynie się uśmiechnął.
- Nie zapominaj kto pierwszy popełnił błąd. Weszłaś na mój teren. To niegrzeczne tak wchodzić komuś do domu. - Roześmiał się i wstał. Teraz to ona lustrowała go mrużąc przy tym oczy. Był wyższy i strasznie blady co kontrastowało z jego czerwono-brązowymi włosami. Wiedziała, że trochę dziwnie wyszło z tą nagłą wizytą...ale...ale czy nikt go nie poinformował? Już miała coś powiedzieć gdy dołączył do nich kolejny męski głos.
- Heh... Żeby dać się tak pobić kobiecie... żałosne.
- Subaru, co ty pieprzysz? Wyłaź, a nie się czaisz po kątach śmieciu. - Z za jednej z kolumn wyszedł białowłosy. Zapewne kolejny współlokator.
- Kanato ty też. - Dodał Brunet z odchrząknięciem. Wtedy zza tej samej kolumny wychylił się dość nietypowo wyglądający człowieczek. Fioletowe włosy, wielkie podkrążone oczy w tym samym odcieniu i pluszowy miś z opaską na oku. Ok? Oboje milczeli uważnie przyglądając się nieznajomej. Co ona? Jakaś wystawa czy co, że wszyscy ją tak oglądali?
-
Przyszłaś na kolację? - Na twarzy Erin malował się piękny dafakfejs. Jakim cudem to dziwne dziecko znalazło się obok? Przerażający kurdupel imieniem Kanato, który był od niej nieco niższy, wyskoczył niczym Trynkiewicz z krzaków. Przed chwilą wyglądał jakby sam się jej bał. Teraz to ona bała się jego. Zrobiła krok w tył, a tam wyrósł spod ziemi kolejny slender.
- Drugi raz się nie dam. - Złapał ją w pasie jednocześnie przytrzymując ręce dziewczyny. Co oni robili. Ścisnął mocno i ponownie zaczął się do niej dobierać.
- Po co te nerwy? Co tu się dzieje? - Na schodach pojawił się zielonooki chłopak w kapeluszu. Zszedł z gracją po schodach (fab) i podszedł do zgromadzenia.
- Ohaaayo Bitch-chan. Co my tu mamy? - Złapał blondynkę za podbródek i przysunął się do jej twarzy.
- Jeszcze raz mnie tak nazwij, a poczujesz mojego glana na swojej gębie. - Wtedy poczuła szarpnięcie do tyłu. 
 - Te! Laito! Won od mojej poduszki! 
- Jakiej podu...
- No weź się podziel, nie bądź taki bracie- Przerwał jej dalszą dyskusję. Miała ochotę krzyczeć „Ratunku” a wtedy znikąd pojawił się blondyn.
- Błagam,powiedz, że mi pomożesz. - Wyrwała z siebie Rin patrząc na niego błagalnym wzrokiem.
- Sorry. To nie ta bajka. - Odpowiedział sennym głosem i ruszył dalej nawet się nie oglądając. Tym czasem pozostała trójka dalej zacięcie dyskutowała nie zwracając uwagi na dyskomfort dziewczyny. Tylko jeden z nich trzymał się na uboczu z pogardą w oczach.
- Co wy wyprawiacie. Natychmiast macie ją puścić. - Głos opanowany, chłodny i stanowczy przemówił bandzie narwańców do rozumu, a należał do czarnowłosego okularnika. Zanim zdążył podejść, pozostali odsunęli się o jakiś metr.
- Wybacz niekompetencję moich braci, a teraz pozwól, że się przedstawię bo zapewne żaden z tych imbecyli na to nie wpadł... Reiji Sakamaki. - Ukłonił się lekko na co brązowooka uśmiechnęła się. Wreszcie ktoś przywitał ją nieco cieplej. No dobra może to za dużo powiedziane. To nie było radosne powitanie, ale przynajmniej zachował resztki kultury, nie próbował jej zgwałcić i co najważniejsze, zakończył ta chorą scenę rozrywania jej. Zapanowała cisza. Gdy wreszcie była wolna i miała podziękować swemu wybawcy...
- A ty to kto? - Mydlana bańka prysła. Ciemnowłosy spojrzał na nią z wysoka. Oj tak...był wysoki.
- Jestem Erin... Erin Naelly... Mam z wa...
-Tak, tak... wiem... Nie spodziewałem się, że zjawisz się już dziś. - Brązowooka westchnęła przewracając oczami. Reiji zmrużył oczy nie spuszczają gościa z oka. 
- Pokój 122. Drugie piętro, korytarz po lewej.
- Tak już biorę rze...- Odwróciła się w stronę swoich gratów, ale już ich tam nie było.
- Już są na miejscu. - Sprostował poprawiając okulary gospodarz. Mianowała go tym tytułem gdyż wydawał się najbardziej ogarnięty i przyzwoity...normalny. Może nawet za bardzo...
- Ale jak...
- Jeśli chcesz możesz już teraz udać się do pokoju. Jeśli nie to proponowałbym pójść do salonu wyjaśnić sobie parę spraw.
-
Um no dobrze... w takim razie chyba najpierw poszłabym się przebrać. - Z lekka oburzona faktem, że nie dają jej nic powiedzieć. Ponownie przewróciła oczami i ruszyła za przewodnikiem po schodach. Wolała na razie nie pyskować. Spojrzała jeszcze na pozostałych. W dalszym ciągu byli cicho. Reiji wprowadził strasznie poważny nastrój...mimo to nadal czuła na sobie wzrok innych braci. Szybko się odwróciła i skupiła na schodach.

  
- To tu. - Na drzwiach widniała tabliczka z numerem 122. Chłopak otworzył je. Zniknął zaraz gdy panna Naelly przekroczyła próg. Bagaże faktycznie tam były. Walizka stała obok łóżka. Nowa lokatorka przysiadła na brzegu materaca i sięgnęła po rzeczy. Nim otworzyła przegrodę z ubraniami rozejrzała się po pokoju. Ogromne łoże z baldachimem pościelone na fioletowo, ściany pomalowane na czarno z białymi wzorami. Ciemne meble ustawione pod ścianą w tym szafa, komoda , toaletka... Drzwi znajdowały się centralnie naprzeciwko miejsca spoczynku. Z sufitu zwisał ogromny żyrandol, ciężki ale ozdobny. Po lewej stronie okno a zaraz obok wyjście na balkon przysłonięte fioletową zasłonką. Krótko mówiąc pokój był niczego sobie. W końcu wyjęła bluzkę w czarno-białe paski i granatową tiulowa spódniczkę. Zawiązała czarne trampki na kokardkę. Iść czy nie iść? Jakoś się jej nie śpieszyło. Miała czas? Może tak? Może nie. Sięgnęła do torby i wyciągnęła małą szkatułkę.. W środku znajdował się srebrny łańcuszek z wisiorkiem na kształt tych otwieranych. Było jednak w nim coś dziwnego. Wystawał z niego maleńki kluczyk. Złapała go w dwa palce i obróciła parę razy. Z wnętrza popłynęła słodka melodyjka. Nałożyła pozytywkę na szyję i stanęła przy oknie wpatrując się w zachodzące słońce. Nie to jednak najbardziej przykuwało wzrok Erin. Widok z balkonu miała jak z bajki. Szklane drzwi i okna wychodziły wprost na ogród. Wdrapałaby się na parapet jak za starych dobrych czasów, ale tu go nie było. To nie był jej dom. Ona właściwie nie miała swojego domu. Nigdy nie traktowała tak sierocińca. Tu tez się tak nie czuła. Cicho nucąc melodię z wisiorka odpłynęła do tylko jej znanego miejsca gdzieś między myślami a marzeniami. Ostatnie dźwięki cicho gasły. Z ostatnią nutą nastała cisza. Nie... Przerwał ją odgłos otwieranych drzwi.

PS: Znajdźcie mi synonimy do brązowo-czerwone albo Ayato zostanie brunetem xD
 Opcja druga to sraczkowo-buraczkowy.

poniedziałek, 1 lutego 2016

Trutututu Niewolnica - Rozdział 1

Rozdział 1
Goodbye
Siedemnastolatka siedziała na parapecie wgapiona w nocne niebo. Zbliżała się północ. Godzina policyjna już dawno rozpoczęła ciszę nocną. Rozległo się ciche pukanie. Drzwi otworzyły się z lekkim skrzypnięciem.
-
Nie śpisz? - Do pokoju wszedł Arnold.
-
A czego się po mnie spodziewałeś. Gdybyś wiedział, że śpię to byś nie przychodził.
-
Racja.
-
Co jest? Coś się stało? - Blondyna odwróciła wzrok od szyby I skierowała go na przyjaciela, bo tak nazywała ów opiekuna.
-
Mam coś co się zainteresuje.
-
Wal.
-
Propozycja. Ojciec Thomas znalazł ci coś. - Mężczyzna usiadł obok podopiecznej.
- K
ontynuuj – Pomimo ciemności w oczach dziewczyny pojawił się świadczący o zainteresowaniu blask.
-
Wiedział, że dalej szukasz jakiegoś mieszkania do wynajęcia. Jego przyjaciel zaproponował, ze mogłabyś zamieszkać w jednym z jego dworów. Za darmo.
-
Praca? - Uniosła brew.
-
Nie. Byłabyś gościem.
-
No nie wiem czy chcę się komuś wcinać w rodzinę. - Nikt jej przez jedenaście lat nie chciał adoptować. Jakoś nie umiała sobie wyobrazić, że teraz raptem znajdzie się między ludźmi połączonymi więzami krwi.
-
Nie będziesz sama, ale nie będziesz mieszkała z nim. Będziesz miała współlokatora w swoim wieku. - Sprostował Arnold domyślając się co Rin ma na myśli.- Stoi.
- Na pewno?
-
Tak – Głos Erin był zdecydowany.
-
Wiesz z czym to się wiąże? - Milczał. - Zamieszkasz sama, zmienisz szkołę....już nigdy nas nie zobaczysz. Chcesz wyjechać?

    -Jak daleko to jest? - Zaczęła bawić się kosmykiem włosów. Zazwyczaj to robiła jak się na czymś skupiała.
    -
    Eastwood.
    -
    To drugi koniec!
    -
    Tak. – Uciszył ją zanim zdążyła podnieść głos. Entuzjazm? Oburzenie?
    -
    Ale warto. - Dodał szybko.
    -
    Co tak cię w tym upewnia?
    -
    To dom twoich marzeń. Wielki stary dwór z czasów wiktoriańskich...Z ogrodem...Niedaleko jeziora, zalesiony teren. Daleko do miasta.
    - Jadę. - Zapałka nadziei zapłonęła żywym ognie. Nie wierzyła... ale musiała sprawdzić.
    -
    To twoje ostatnie słowo?
    -
    Tak.
    -
    Pakuj się. Jedziesz rano. - Brązowooka rozwarła lekko w usta w lekki zdumieniu.
    -
    Robi się.Całą noc dziewczyna spędziła na pakowaniu się. Rano zaleziono ją śpiącą na walizkach.- Wstawaj śpiąca królewno! - Słysząc wrzask Erin zerwała się do pionu, mało się nie przewracając. Wytrzeszczyła oczy na różowowłosą.- Co się nie chwalisz, że wyjeżdżasz? - Oburzona dziewczyna patrzyła na śpiocha z wyrzutem.- Cassidy...
    - No co. chciałaś mi uciec bez pożegnania? - Uśmiech przyjaciółki poprawił brązowookiej nastrój. Wiedziała, że jest trochę wymuszony, ale doceniała to. Podeszła do o głowę wyższej współlokatorki. Cassie rzuciła się Erin na szyję.
    - Skąd wiesz, że wyjeżdżam?
    - Cały ten burdel o tym gada. - Cassidy Twain nie należała do grzecznych dziewczynek. Łamiąca wszystkie zasady buntowniczka, która zwiała z patologicznej rodziny był chamska I bezpośrednia, ale za to była wspaniała przyjaciółką. - Odwiedzisz mnie kiedyś, prawda Cas? - Niebieskie tęczówki nie odrywały wzroku od niższej z nich. Skinęła twierdząco głową. Może i ta sielanka trwałaby dłużej gdyby nie łomot otwieranych drzwi.- No. Koniec tych scen miłosnych. Transport czeka. - Ostatni raz przybiły żółwika I blondynka zniknęła za drzwiami. Ledwo puściła klamkę a Arnold poszedł w ślady Cassie I mocno przytulił nastolatkę.- Nie odprowadzisz mnie? - Domyślała się co znaczy ten nagły atak.- Nie... Nie mogę patrzeć jak nas opuszczasz... Trzymaj się mała... - Erin stanęły łzy w oczach. Dopiero teraz docierało do niej jak bardzo przywiązana jest do tego miejsca. Pan Lawson może I był dla niej jak przyjaciel , ale opiekował się nią jak ojciec. Albo przynajmniej jak starszy brat. W końcu ręce opiekuna puściły. Ster przejął Thomas Zingger.
    -
    Naelly. Chodź. - Sierota czuła się jak jakaś uciekinierka. Myślała, że dzień, w którym się stąd wyrwie, będzie jednym z piękniejszych dni w jej życiu. To nie było to samo co pokój w akademiku. To było pożegnanie na stałe. Po za tym... przecie I tak niedługo skończyłaby osiemnaście lat... I tak by musieli ją stąd wyrzucić.- Udało ci się. - Zaczął stary właściciel. - Uwolniłaś się. - Łysy człowiek spojrzał na nią wzrokiem doświadczonego staruszka.- Tak... - Stali już przy limuzynie. Młoda była w szoku. To miał być ten środek transportu? To luksus! No ale cóż... Czego miała się spodziewać po człowieku, który miał cały dwór... I to nie jeden. Bagaże były już w bagażniku, a drzwi do pojazdu czekały otwarte. Thomas po raz ostatni spojrzał na pannę, która jeszcze parę lat temu była jednym z dzieciaków pod jego opieką.- Niech Bóg ma cie w swojej opiece. - To były ostatnie słowa jakie zdążył powiedzieć.- Przecież doskonale wie pan, że w niego nie wierzę. - Zobaczył tylko jej uśmiech, który zawsze posyłała, gdy ktoś poruszał ten temat I drzwi się zamknęły. Oparła się o miękką tapicerkę I dopiero wtedy zauważyła jaka jest zmęczona. To całe pożegnanie odwróciło jej myśli od snu, który jej przerwano. Patrzyła pustym wzrokiem w szybę. Jej stary dom powoli się oddalał. Robił się coraz mniejszy... Czekała ją długa podróż. Nie powstrzymała się. Minęła jeszcze chwila. Nawet nie zauważyła kiedy odpłynęła...

    Droga była długa i nudna biorąc pod uwagę, że znaczną jej część przespała. Wyłączyła myślenie. Odleciała gdzieś wzrokiem I straciła łączność ze światem. Czy uda jej się tam zaklimatyzować? Pożyjemy...zobaczymy.

    Limuzyna zatrzymała się. Erin wróciła na ziemię. Czarne drzwi otworzyły się, a drobna siedemnastolatka wysiadła z samochodu. Szofer wyjął jej bagaże po czym trzasnął drzwiczkami I zanim dziewczyna się obejrzała, odjechał z piskiem opon w siną dal. Została sama z dwiema walizami I ogromną torbą przewieszona przez ramię, już nie wspominając o podręcznym drobiazgu. Stała przed wielką bramą dworu. Wyglądał jakby był od dawna opuszczony. Nawiedzony. Pusty. Ale zadbany I choć tajemniczy to było w nim coś pięknego. Po za tym dla takiego miłośnika horrorów jak ona, był to niemalże raj. Ciągnęło ja jak ćmę do światła. Przekroczyła dumnie bramę wlokąc toboły za sobą. Skrzypnięcie świadczyło o tym, że samoistnie się za nia zamknęło. Wtedy poczuła coś mokrego. Wyobraźnia mówiła jej, że może już coś wielkiego I zaślinionego stoi za jej plecami na co zaśmiała się cicho. Nie wierzyła w to, ale lubiła błądzić w odmętach swojego umysłu. Na chodniku jednak pojawiały się kolejne krople. Przyśpieszyła kroku. Przemierzała dwór nawet bardzo się nie rozglądając. Żywioł przybierał na sile. Wtargała walizki po schodkach I znalazła się przed drzwiami. Chwyciła za staromodną klamkę. Pukanie rozległo się głośnym echem.
    -
    Halo? Dzień dobry? Eeee jest tu ktoś? - Zawołała dobijając się dalej. Chwila ciszy I drzwi otworzyły się same. Przeciąg rozwiał jej włosy. Uchyliła lekko wielkie skrzydło I zajrzała do środka.