niedziela, 21 lutego 2016

Let's be homo! Niewolnica - Rozdział 8

    Rozdział 8
    Bad Romance


    Każdy w dzieciństwie chociaż raz odtworzył słynną scenę gdy to po kłótni, bez słowa pobiegł do swojego pokoju, zamknął się tam i ryczał w poduszkę. Właśnie tak wyglądał powrót Erin do rezydencji. Z tym, że była już całkiem dorosła. Tak szybko jak mogła, czmychnęła po schodach. Zamknęła drzwi na klucz i padła na kolana na środku pokoju. Wreszcie mogła wyrzucić z siebie cała złość, całą rozpacz. W jednej chwili wybuchła histeria. Rin skuliła się na podłodze trzymając się za głowę. To nie były pojedyncze łzy spływające po policzkach. To były fontanny. Krzyczała i płakała. Podpełzła do lustra stojącego w rogu pokoju.
    - Wszystko będzie dobrze. Nie łam się... To nic takiego. - Mówiła zapłakana, rozmazana twarz w lustrze jej głosem. Pociągnęła nosem ocierając łzy.
    - Tak. Jutro będzie lepiej... - Wstała i poczłapała do łazienki. Zmyła z twarzy rozmazany tusz i uczesała potargane włosy. Usiadła na kanapie w sali gier patrząc się w tarczę z rzutkami.
    - Podobno coś nawywijałaś. - Ni z dupy pojawił się obok niej ten sam osobnik,, który jako pierwszy powitał ją w domu.
    - Nie twoja sprawa Ayato. - Burknęła.
    - Jak to nie moja?! Ore-sama chce wiedzieć! Gadaj!
    - Próbowałam zwiać, tak? - Warknęła a chłopak wybuchł śmiechem. Popatał ją po głowie.
    - Masz dziewczyno tupet. - Brązowooka spojrzała na niego unosząc brew.
    - Co cię tak bawi?
    - Jak to co? Ty. Głupia! -
    Pstryknął ją palcem w czoło.- Ałć! To bolało!
    - Masochistka.
    - Wcale nie! -
    Dźgnęła go palcem w brzuch.
    - No właśnie widzę. - Przewrócił dziewczynę i pochylił się nad nią.
    -
    Sama się o to prosiłaś. Wiedziesz? Jesteś. Mn ie się nie dzióbie. - Domyślała się,że raczej nie zamierza jej zgwałcić tylko ugryźć. To chyba nie było lepsze. Jako, że nie trzymał jej za ręce, postanowiła się broni w najgłupszy możliwy sposób. Wsadziła mu ręce pod pachy i najzwyczajniej w świecie zaczęła go łaskotać.
    - Co ty robisz?- Ayato był wyraźnie zdezorientowany.
    - Łaskoczę cię. Nie widać?
    - Hahahaha! Głupek. Nie mam łaskotek.
    - O w mordę. No i plan zawiódł.
    - Jak to nie masz?!
    - Nie mam, ale możemy sprawdzić czy ty masz.
    - Nawet nie próbuj!
    - Nie zdążyła się osłonić. Turlała na kanapie śmiejąc się, mało co się nie dusząc przy tym. 
    - No już starczy! - Próbowała złapać oddech.
    - Wygrałeś.
    - Ja zawsze wygrywam! -
    Uśmiechnął się zadowolony.
    - Dzięki Ayato. - Sama lekko się uśmiechnęła.
    - Niby za co?
    - No za to.
    - Czyli jednak jesteś masochistką!
    - Daj spokój, nie psuj tego. Poprawiłeś mi humor bałwanie.
    - Szturchnęła go łokciem.
    - Mnie nie oszukasz, ale niech ci będzie... - Poklepał ją po ramieniu wstając z kanapy.
    -
    Powodzenia mała, jeszcze narobisz nam kłopotów. - Zaśmiał się i wyszedł. Co miał na myśli? Raczej to ona będzie mieć kłopoty. Westchnęła i postanowiła znaleźć sobie jakieś zajęcie. Unikając Reijiego, zdecydowała dokonać zwiadu na własną rękę. Pokazali jej tylko kilka głównych pomieszczeń. Co jeszcze może skrywać taka ogromna rezydencja. Jedno co pewne to , że wiele tajemnic. Tym razem, zeszła schodami w dół, które ostatnio zauważyła. Mała klatka schodowa na rogu budynku, do której wchodziło się małymi, drewnianymi drzwiczkami. Na dole znajdowały się identyczne, a za nimi ciemność. Tylko w oddali było widać niewyraźne światło. Ruszyła wzdłuż ściny, która była jedynym wyznacznikiem przejścia. Zimna, ceglana, wilgotna, śmierdząca, obrzydliwa. Te przymiotniki opisywały ją w sam raz, mimo to ciekawość była silniejsza niż obrzydzenie. Z każdym krokiem zbliżała się do światła. Mogła dostrzec już zarys pochodni na ścianie. Wkrótce widziała korytarz w całej jego okazałości. Pewnie to też zasługa tego, że oczy przyzwyczaiły się do panującej ciemności.
    -
    Lochy... -Wyszeptała, a echo poniosło jej słowa dalej Nawet tak cichy dźwięk miał tu ogromną siłę. Niestety. Nie jest delfinem ani nietoperzem. Echo lokacja nie zadziała. Usłyszała pisk dobiegający z tyłu. Erin mało nie wrzasnęła. Zakryła usta dłonią i spojrzała pod nogi. Odetchnęła widząc, że to tylko szczur. Co raz częściej mijała furtki ze stalowych prętów. Po co im to? Może faktycznie mają zamiar ją więzić? Aż miała ciary na samą myśl o tym. Pojawiały się zakręty w lewo i prawo. Gdy dotarła do ślepego zaułka, cofnęła się do jednego z bocznych korytarzy. Furtka zaskrzypiała i otworzyła nową drogę. W tym przejściu już nie było takiego przeciągu. Nie było tez celi. Były tylko stare drewniane drzwi. Szła słysząc wyraźnie każdy swój krok. Monotonny dźwięk przerwał śmiech. Psychopatyczny, ale było w nim coś znajomego. Zatrzymała się przy drzwiach, zza których dobiegał głos. Otworzyła je tak delikatnie jak tylko umiała i ostrożnie zajrzała do środka przez szparę. Jeb. Przy wejściu pojawił się Kanato. Rin wywaliła się do tyłu. Mało zawału nie dostała. 
    - Po co przyszłaś? - Zapytał wlepiając w nią fioletowe ślepia. 
    - Eeee...no bo...
    - Chciałaś zobaczyć moją kolekcję, prawda?
    - Taaaaa... właśnie tak. -
    Powiedziała zmieszana i podniosła się z ziemi. Miała złe przeczucia. Wampir otworzył szerzej drzwi wpuszczając gościa do środka.
    - Co to za kolekcja właściwie? - Zapytała idąc tuż za nim.
    - Jak to jaka? - Zatrzymał się i przechylił głowę na bok. Dopiero teraz zauważyła, że chłopka trzyma misia. Nie odpowiedziała.
    - Jesteś najmłodszy, tak?
    - Hę? Skąd to ci do głowy przyszło? - Wyraźnie nie spodobało mu się to pytanie.
    - No... bo... Nieważne. - Był zwyczajnie dziwny. Dziecinny. No i trochę straszny.
    - Oto moja kolekcja! - Po przejściu do następnego pokoju ponownie się zatrzymał rozkładając ręce.
    - Moje Lalki! - Blondynka w pierwszej chwili nie wiedziała jak to skomentować, ale przestąpiwszy przez próg ujrzała dziesiątki bladych figur w sukniach ślubnych.
    - Łooooo... - Robiło wrażenie.
    - Dbam o nie. Szyję im sukienki, czeszę i maluję...

    - Sam wszystko uszyłeś?
    - Sam to wszystko zrobiłem.
    - Oświadczył dumnie. Jak pedalsko by to nie brzmiało, widok był efektowny. - No nieźle. Widać, że się starasz....
    - Nie martw się... O ciebie też kiedyś tak zadbam.
    - Ta uwaga brzmiała bynajmniej podejrzanie. W każdym razie bardzo bezpośrednio. Uznała, że lepiej to olać.
    -
    Te suknie są piękne... Tak w ogóle to... z czego je zrobiłeś... te lalki. Wosk? - Stała przed jedną z postaci, uważnie się jej przyglądając. Wyglądała bardzo realistycznie. Detale skóry, włosy, rzęsy, paznokcie... jak prawdziwa. Nawet w dotyku. To chyba jednak nie wosk. Zimna. Pewnie kwestia temperatury w piwnicy. Sama nieźle zmarzła. Kminę ponownie przerwał śmiech.
    - Ale ona głupiutka, co nie Teddy? - Śmiał się coraz głośniej, a Naelly patrzyła się na niego z wyraźną konsternacją. - Hę?
    - Naprawdę nie widzisz? Są prawdziwe! Każda jedna! Wszystkie były naszymi narzeczonymi! Wszystkie były takie...jak ty!
    - Co kurwa? -
    Wyszeptała pod nosem. Fioletowowłosy pojawił się tuż obok niej i złapał ją za rękę.
    - Chcesz do nich dołączyć, prawda? Będę cię czesał i uszyję ci sukienkę... i będę dbał o ciebie, zawsze będziesz piękna i...- Coraz bardziej się nakręcał i wyraźnie był podniecony. Pora na odwrót taktyczny. Cofała się powoli, ale ten wariat ciągle się zbliżał i zbliżał.
    - Zróbmy to teraz! Nie bój się! Będzie bolało tylko na początku. Wyssę z ciebie krew, co do kropli. Resztę wypcham, żebyś się nie rozkładała. Nie możesz się doczekać, prawda? -Teraz to już definitywnie była przerażona.
    - Zostaw mnie ty spedalony popaprańcu! - Wydarła się i trzasnęła go z liścia po mordzie.
    - Wara ode mnie i od mojej krwi! Nie mam najmniejszego zamiaru dołączyć do tej chorej kolekcji zwłok! 
    - Coś ty powiedziała?! - Rzucił się na nią i złapał za szyję.
    - Twoje zdanie się nie liczy! - Wrzeszczał zaciskając rękę coraz bardziej... 
    - Pieprz się niedojebany chochliku. - Wycedziła dusząc się.
    - Kanato puść ją. - Zabrzmiał wściekły głos Reijego na widok brata podnoszącego za szyję nową współlokatorkę. Młodszy z braci puścił ofiarę, a ta upadła na podłogę krztusząc się i kaszląc.
    - Ta fioletowa małpa chciała mnie zabić! - Oddychała głęboko rozmasowując ślady na szyi. 
    - Już ja się z nim policzę, a ty... Nie powinnaś tu przychodzić! - Gniew bił od niego na kilometr. Wiedziała, że jest czego się bać.
    - To wszystko jej wina! - Wtrącił psychol naczelny.
    - Obraziła mnie i sprzeciwia mi się. - Jęknął niezadowolony.
    - Kanato...Kiedy nauczysz się cierpliwości. Jak umrze to rób co chcesz, ale nie przyspieszaj tego. Nie psuj innym zabawy. Po za tym Ta Osoba będzie wściekła i to bardziej niż ja. - Warknął na młodego. No mistrz pocieszania. Dziewczyna podniosła się powoli z ziemi, ale nie na długo gdyż nastąpił straszny huk, a ów ziemia zatrzęsła się zwalając Rin z nóg.
    - Co to do cholery było? - Zapytała przestraszona.
    - Kanato. Rozliczę się z tobą później Erin, zostań z nim. - Pan domu miał złe przeczucia.
    - Że co?! Ale on...
    - Bez dyskusji. Muszę sprawdzić co się dzieje.

    - Pff...homoniewiadomo. - Bąknęła pod nosem zerkając kątem oka na agresywnego niziołka.
    - Erin! - Krzyknął okularnik. Wolała nie lekceważyć tej uwagi. Wiedziała, że to nie był odpowiedni moment na wytrącanie go z równowagi. Stanęła jak pies z podkulonym ogonem lekko naburmuszona, ale okazywała skruchę.
    - A ty kanalio, spróbuj ją tknąć, a możesz pożegnać się ze swoją kolekcją. Z dupy nogi ci powyrywa, a Teddyego spalę. Rozumiemy się? - Młody wampir też wyraźnie nie był zadowolony, ale zdanie Reijego nie podlegało dyskusji. Po tych słowach czarnowłosy zniknął. Łomot dobiegający z góry tym czasem narastał.
    - To się nie zawali?
    - Nie powinno...
    -Oby. -
    Erin ruszyła w stronę drzwi.
    - A ty gdzie idziesz?
    - Zobaczyć co się dzieje.
    - Ale Reiji... mówił...
    - Ale Reiji bla bla bla. Myślisz, że będę tu tak stała z założonymi rękami?! -
    Oburzyła się i wybiegła w stronę schodów do ogrody. Widok mroził krew w żyłach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz