Rozdział
3
Dinner
Dinner
- Widzę, że się już rozgościłaś. - Reiji stał patrząc na nią jak zwykle z góry.
- Um, tak. Chyba tak. - Blondynka starała się ukryć zaskoczenie. W sumie nie było czym się dziwić. Chłopak usiadł na fotelu.
- Podoba ci się tu?
- Tak. Bardzo przypadł mi do gustu ten wystrój. - Już miała ochotę oprzeć się o parapet...no tak. Nie ma go. Stała prosto.
- To dobrze... Dlaczego tu przyjechałaś? - Oparł się wygodnie zakładając nogę na nogę. Elegancik się znalazł.
- Hm?
- Podobno sama chciałaś tu przyjechać. To rzadkość. - Powaga nie opuszczała jego twarzy ani na moment.
- To źle? - Erin zamilkła na chwilę zastanawiając się co powiedzieć.
- Nie mam rodziny, zginęli w wypadku samochodowym, a jedyna osoba mogąca przejąć opiekę prawną nade mną nie chce mnie, już nie wspominając, że mieszka na innym kontynencie. Nigdy nie lubiłam mieszkania w sierocińcu. Nie czułam się tam jak w domu. Chciałam tylko mieć własny kąt. Już od dawna o tym marzę... - Westchnęła cicho. - Próbowałam wcześniej, ale nie dałam rady opłacać wynajmu. Tak więc skoro dostałam propozycję to czemu miałabym nie skorzystać. - Wzruszyła ramionami. Okularnik jedynie przytaknął.
- Rozumiem. Niestety nie wiem czy to najlepsze rozwiązanie. - Czarnowłosy podszedł tak blisko, że dziewczyna czuła jego oddech na policzku.
- Wybacz jeśli cię rozczarujemy. -Wyszeptał jej do ucha po czym oddalił się do drzwi.
- Erin. Czy zgodziłabyś się zjeść ze mną podwieczorek?
- Eh...tak. Czemu nie!
- W takim razie do zobaczenia. - Odwrócił się.
- Nie spóźnij się na kolację... A i jeszcze jedno... Nie ufaj moim braciom. - Opuścił pomieszczenie.
Brązowooka jeszcze chwilę stała wpatrując się w drzwi. Zatkało ją nieco.... W końcu sama je przekroczyła.
Do posiłku miała jeszcze trochę czasu. Korciło ją żeby się nieco rozejrzeć. Dom był jak z bajki. Wielki i tajemniczy. Ale nie, nie tym razem. Jeszcze będzie miała czas. Jak na razie dobrze będzie jeśli się nie zgubi w drodze do jadalni. Kto powiedział, że to będzie łatwe zadanie. Stała na skrzyżowaniu korytarzy przy drugich już napotkanych schodach prowadzących w dół. Gdy ponownie obróciła się w ich stronę stał tam jeden z jej nowych współlokatorów. Ten w kapeluszu. Opierał się o barierkę żeby nie powiedzieć, że uwalił się na niej...
- Zgubiłaś się laleczko? - Uśmiechnął się szeroko, ale całkiem przyjaźnie. Coś, mimo wszystko, nie podobał się jej w tym wyszczerzu, ale może tylko się jej zdawało...
- Tak. Nikt nie zostawił mi mapy z zaznaczoną drogą i krzyżykiem w jadalni. - Spokojnie stała w miejscu lekko odwzajemniając uśmiech.
- Nie mam mapy, ale jeśli chcesz mogę cię oprowadzić. - Chłopak podszedł i wyciągnął rękę w stronę zagubionej. Choć na początku się wahała ostatecznie podała mu dłoń.
- A co z kolacją?
- Najwyżej dokończymy po jedzeniu nfufufu~... - Puścił jej oczko po czym ruszyli do przodu.
- Erin, tak? Jestem Laito. Wybacz za wcześniej. Moi bracia są dosyć... narwani. Przyzwyczaisz się. - Teraz skojarzyła fakty. Wcześniej Laito wcale nie wydawał się lepszy, ale teraz wydawał się nawet całkiem przyjemnym towarzystwem.
- To co byś chciała zobaczyć najpierw?
- Ogród! - Odparła bez wahania. Zielonooki zamyślił się.
- Nie. Najlepsze na koniec. - Uśmiechnął się prowadząc swoją nową zabawkę. Wszystko szło zgodnie z planem.
Pokazał jej już bibliotekę, basen, pokoje pozostałych...pokój gier, łazienkę i parę innych pomieszczeń. Co prawda dom był o wiele większy, ale rozeznanie miała. Wiedziała też gdzie nie powinna się zapuszczać. Zastanawiało ją tylko dlaczego... No ale przecież nie będzie nadużywać gościnności. Nie znaczy nie... na dziś. Właśnie szli korytarzami. Minęli hol i kierowali się do salonu, który był tuż obok docelowego pomieszczenia. Reiji już od piętnastu minut nie siedział w fotelu gdzie zdążył nawet przysnąć. Teraz z zegarkiem w dłoni siedział oczekują aż wszyscy przysiądą się do stołu. Już tylko dwa miejsca nie były zajęte. Jeszcze ze trzy minuty tak czekał gdy na horyzoncie pojawiła się ów nieobecna parka. Nastąpiła krótka wymiana spojrzeń...obojętnych, radosnych... tych rozczarowanych też. Rudawy odsunął jej krzesło po czym sam zajął swoje miejsce dwa siedzenia dalej. Cisza choć była tu całkowicie na miejscu, wydawała się niezręczna. Brązowe oczy spoglądały to na srebrne sztućce to na posiłek. Przyglądały się wszystkiemu i wszystkim. Siedzieli przy wielkim stole. Obrus był śnieżnobiały, sposób nakrycia wydawał się wręcz idealny. Rozłożone zostały na nim posiłki i dopełniające nastrój świeczniki. Taka perfekcja w każdym calu. Może to jednak za wysokie progi dla tak prostej osoby jak Rin? Postanowiła przynajmniej sprostać wyzwaniu. Pełna kultura i te sprawy. Zwłaszcza, że momentami czuła na sobie wzrok Reijego. Czuła tez niechęć. To przez spóźnienie? To jednak nie to zaprzątało jej głowę. Została postawiona przed wyborem. Albo rybki albo akwarium. Nawet nie zauważyła kiedy atmosfera przy stole się rozluźniła i zaczęły się ożywione rozmowy.
- Ej co robisz po kolacji? -Słowa padły z ust tego co wcześniej przez ramię musiała przerzucić.
- Sorry, ale jestem już zajęta. - Siedział obok. Wyraźnie rozczarowała go odmowa. Posłał braciom podejrzliwe spojrzenia, każdemu z osobna. Już nie mogła jeść. Żołądek się jej skurczył przez te wszystkie przemyślenia. Odsunęła talerz. Spostrzegł to jej nowy przewodnik i natychmiastowo znalazł się za nią.
- To jak Erin? Idziemy? - Odsunął jej siedzenie. Ogród kusił zbyt mocno. Podwieczorek zawsze można było przecież nadrobić...
- T-tak. - Posłała czerwonookiemu przepraszający uśmiech i wyszła razem z tym drugim.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz