wtorek, 9 lutego 2016

Niemoralne propozycje i Pisiąt Twarzy Rejdża. Niewlnica - rozdział 7

    Rozdział 7
    Sadist
    Niespokojna Noc zakończyła się sobotnim porankiem. Ekhem...no nie do końca. To nie był poranek. Zegar wybijał godzinę siedemnastą. Dzień zmienił się w porę spania. Według tego co mówił Reiji, tak będzie już na stałe. Szkoła nocna? Kto to wymyślił? Erin usiadła na łóżku i spojrzała w stronę lustra. Różowa koszulka na ramiączkach i fioletowe, krótkie spodenki pełniły role piżamy. Przeczesała palcami blond włosy. Nie było tragicznie, na swój sposób nawet miał jakiś urok, ten wciąż senny obraz. Ale czy wypadało tak zejść do salonu? I to w domu oblężonym przez płeć męską? Mówi się trudno. Narzuciła szarą bluzę, a na nogi wcisnęła futrzane kapcie. Były miękkie i miło w środku. W takim, a nie innym przebraniu, ruszyła na śniadanie. Szła korytarzem z kapturem naciągniętym na głowę, pocierając dłońmi ramiona.
    - Cholera, ale zimno... - Zaklęła pod nosem. Czyżby wampiry nie potrzebowały ogrzewania? Liczyła, że tak, jak to miała w zwyczaju, przemknie się do kuchni, zrobi śniadanie, zje i zaszyje się w pokoju. Tym czasem gdy stanęła w drzwiach jadalni, dzielącej ją od celu, wlepiło się w nią sześć par oczu. Stanęła jak wryta w tym wejściu. Gdzieś w tle było słychać pogwizd, a na twarzach większości zagościły chamskie uśmieszki.
    - No proszę, jednak postanowiłaś zejść na śniadanie. - Skomentował okularnik. Nawet on wydawał się być rozbawiony tą ironiczną sytuacją.
      
    - Eee t-to ja może wrócę się najpierw przebrać? - Plan odwrotu jak zwykle legł w gruzach. Za nią pojawił się Laito, który mało nie przyprawił jej o zawał. Chwycił ja za ramiona.
    - Och nie ma takiej potrzeby. Myślę, że nikomu nie przeszkadza ta urocza piżamka. - Obwieścił wesoło, pchając ją w stronę stołu.
    - No chłopaki. Zrobić kobiecie miejsce.
    - Och nie ma takiej potrzeby!
    - Hm? Naprawdę aż tak chcesz siedzieć mi na kolanach? - Upadł na głowę czy jak?! Zbierała się w niej ochota dać mu w twarz.
    - Hahahaha...Nie. Już wolę krzesło. - Usiadła średnio zadowolona między trojaczkami i sięgnęła po filiżankę herbaty. Czuła się obserwowana. Spojrzała kątem oka w prawo by zobaczyć wpatrzony w nią wzrok eee Kanato. Stalker czy co? Szybko spojrzała w drugą stronę. Lepiej będzie jak skupi się na talerzu. Tym czasem z drugiej strony zaatakował Laito.
    - Otwórz buzię! - Zawołał z widelcem wyciągniętym w jej stronę. Rin odskoczyła jak oparzona, mało nie spadając przy tym z krzesła.
    - Co to miało być ?!
    - Chcę cie nakarmić. -
    Uśmiechnął się wampir.
    - Karmić to se dziecko możesz. Ja sama umiem jeść. - Burknęła biorąc własne sztućce do rąk.
      
    - Zrobić ci dziecko? - Zapytał z wyraźnym zadowoleniem na twarzy. Dziewczyna na dźwięk propozycji zadławiła się herbatą. Zatkała ręką usta, kaszląc, co by nie opluć nikogo. Chociaż w sumie, to należało mu się. Co to kurwa miało być?! Całe szczęście, że nie mogła przestać kaszleć, bo zaraz wybuchłaby zadyma. Wzięła talerz i wstała od stołu.
    - Gdzie idziesz Bitch-chan?
    - Gdzieś gdzie was nie ma! -
    Wyszła nie oglądając się za siebie. Przysiadła na fotelu w swoim pokoju. Tu był spokój. Zero stalkerów, zero debili, zero zboków. Mogła normalnie zjeść. Zabrała się za przemycone tosty. Ciekawe kto je zrobił? A jeszcze bardziej zaskoczyło ją, że sięgają po coś innego niż krew. Posiłek przerwało pukanie. Czy nawet tu nie mogła być sama? Nie miała ochoty tego mówić, ale..
    .
    - Proszę... - Powiedziała z poirytowaniem w głosie. Do pomieszczenia wszedł czarnowłosy. Chyba po raz pierwszy wszedł za pozwoleniem. Nim cokolwiek powiedziała „gospodarz” stanął przy niej.
    - Najmocniej przepraszam za moich niedorozwiniętych braci. Te imbecyle nie potrafią zachować się w towarzystwie. - Pokwitował i usiadł naprzeciwko.
    - W ramach wynagrodzenia zapraszam na spacer po okolicy. Miejscowe tereny są bogate w niesamowicie przyjemne dla oka krajobrazy. - Szansa na uciecz...z znaczy się... spacer? Otwarta przestrzeń? Brzmiało dobrze, jednak była prawie pewna, że jest w tym jakiś haczyk.
    - Nooo dobrze. Zgadzam się. - Nie mogła się wahać. To była szansa. 
    - W takim razie ubierz się. Czekam przy drugim wejściu. - skinął głową i równie kulturalnie, jak wszedł, tak opuścił sypialnię. W co by się tu ubrać. Coś do czego można założyć wygodne buty. Założyła błękitną tunikę z koronkowymi wykończeniami i głębokim dekoltem, a do tego czarne legginsy. Do szarych trampek się nada...


    - Chciałem pokazać ci pewne miejsce. -
    Szli leśną ścieżką. Widok faktycznie był piękny. Był wieczór, ale wciąż było widno. Słońce już zaszło, ale chmury nadal miały fioletowawe odcienie. Liście na drzewach zdążyły już nieco pożółknąć i nabrać złocistych odcieni pomarańczy.
      
    - Tak? A jakie? - Spojrzała na czerwonookiego. Do tej pory szli w milczeniu. Może jednak go nie doceniła?
    - Ech... zaraz sama zobaczysz. - Droga cały czas szła prosto. Bez jakichś zakrętów czy skrzyżowań.- To tutaj. - Wampir zatrzymał się na skraju wielkiego jeziora. Błyszcząca tafla wody odbijała wieczorne niebo.
      
    - Zapamiętaj. Nie wchodź do wody. Jest strasznie zimna. Zwłaszcza o tej porze roku.
    - Nie martw się, nie mam takiego zamiaru. Nigdy nie byłam dobrym pływakiem. -
    Przykucnęła i wyciągnęła dłoń by zanurzyć w wodzie. Reiji błyskawicznie pociągną ja, odsuwając od brzegu. Cofnęła się jeszcze parę kroków. Żeby aż tak? Wtedy mało jej kopara nie opadła. Ten ni stąd ni zowąd zdjął koszulę i wlazł na pomost.- Hm?
    - Przychodzę tu gdy potrzebuję ciszy i odpoczynku od tych kanalii. -
    Zdjął buty i bez słowa wskoczył do wody. Co. Erin wytrzeszczem podążała za chłopakiem. Ale co to ma być. Co? Nie! Tak o sobie teraz będzie pływać?
      
    - Mówiłeś, że jest za zimna!
    - Dla ludzi. Teraz przez chwilę bądź cicho. Proszę. -
    Kiwnęła twierdząco głową patrząc jak się zanurza. Dalej była zdezorientowana. Mimo wszystko...teraz miała szansę. Cicho zaczęła się cofać. Gdy przekroczyła linię drzew, rozpoczęła drugą fazę ucieczki. Oby miał duża pojemność płuc i siedział tam jak najdłużej. Chciała jak najbardziej skorzystać na czasie. Biegła nie oglądając się za siebie ani nie patrząc pod nogi. Miała tylko nadzieję, że dokądś dobiegnie i nie będzie to rezydencja Sakamakich. Tym czasem pływak wynurzył się by zaczerpnąć powietrza na kolejne parę minut.
      
    - Hm? Erin? - Nie musiał otwierać oczu, by wyczuć, że dziewczyny tam nie ma. Skrzywił się w lekkim grymasie. W środku tymczasem napełniała go wściekłość. Liczył, że dziewczę jest bardziej inteligentne i godne zaufania. Po chwili jednak prychnął i uśmiechnął się złowieszczo.
    - Aż tak chcesz stać się ofiarą? - Wyszedł z wody odgarniając włosy. Narzucił na siebie koszulę i resztę rzeczy, które zdjął po czym ruszył powolnym krokiem w stronę lasu.- Chodź do mnie Erin! - Zawołał. - To może kara będzie łagodniejsza. - Zaśmiał się pod nosem. Wystarczyła jedna gałązka pękająca pod stopą uciekinierki by ruszył w pościg. Naelly przedzierała się przez krzaki potykając się co chwilę o wystające korzenie drzew. Upadała, wstawała i biegła dalej w pogoni za wolnością. Słyszała w oddali zbliżający się głos Reijiego. Nagle jebut! I tym razem nie o ziemię. Z ogromną siłą, chłopak przyparł ją do drzewa. Uchwycił za nadgarstki i trzymając je w górze przybliżył twarz do blondynki nachylając się przy tym lekko. 
    - To bardzo nie kulturalne tak uciekać droga panno. Dzisiejsze opuszczenie wspólnego posiłku również było bardzo nie uprzejme. - Teraz mógł spojrzeć jej w zrozpaczone oczy. Nie puszczając biega odsunął się i westchnął.
    - Jesteś źle wychowana... trzeba to naprawić...- Wolną ręką wykonał klasyczny facepalm.
      
    - Chyba sam muszę cię nauczyć. - Jego uśmiech był coraz bardziej przerażający. 
    - A tak starałem się być dla ciebie miły... - Zbliżył się do jej ucha.
    - Teraz będę musiał cię ukarać.
    - P-przeprasza, przepraszam... przepraszam przepraszam przepraszaaam... -
    Rozpoczęła lament. Wampir wyglądał teraz bardziej na zadowolonego niż wściekłego. Odsłonił kły w sadystycznym uśmiechu. Puścił ją, gdy dziewczyna ponownie spróbowała uciec, przydeptał jej sznurówkę. Erin szarpnęła i w swoim pędzie upadła na kolana.
    - No proszę, nawet skruchy nie okaże! - Pchnął nieposłuszna blondynkę na ziemię po czym kolejnym szarpnięciem przewrócił ją na plecy. Chwycił ją za ramię przygniatając do podłoża. Brązowe oczy nie kryły łez. Dławiła się nimi.
      
    - Zadowolona jesteś z siebie? - Zaśmiał się i przybliżył twarz do szyi ofiary. Językiem przejechał po śnieżnobiałej skórze językiem po to by po chwili popłynęła po niej stróżka krwi. Rin jęknęła przygryzając wargę. Reiji zassał się na moment. Oblizał się przyglądając śmiertelniczce z obłędem w czerwonych ślepiach. Mocnym i szybkim ruchem podniósł ją za frak do góry.
    - Reiji p-proszę...N-nie. - Popłakiwała wisząc nad ziemią. Sadysta ponownie przymierzył kły do jej tętnicy.- Nie, nie, nie, nie...niee, nie... - Powtarzała w kółko. Oblizał ranę, którą przed chwilą zrobił i cisną ofiarą o ziemię.
    - Jesteś żałosna. - Parsknął. - Do domu! Ale już! - Warknął i nie oglądając się na nią, ruszył przodem. Wiedział, że siedemnastolatka była zbyt przerażona żeby się mu sprzeciwić. Jak zbity pies z podkulonym ogonem, szła za nim wlepiając wzrok w ścieżkę. Nastało milczenie. Wszystko wróciło do punktu wyjścia. Znów była sponiewierana, pogryziona, poobijana i bez żadnego poparcia ze strony braci...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz