poniedziałek, 8 lutego 2016

Aijaijaj aj em lityl baterflaj. Niewolnica - Rozdział 6

    Rozdział 6
    Brothers

    Ułamek sekundy od tego dźwięku nastąpiło głośne skrzypnięcie i balustrada runęła w dół wraz z dziewczyną. Cudem zdążyła się złapać betonowej posadzki. Zawisła na wysokości drugiego piętra. Krzyk zduszony przerażeniem i wola każącą jej wbijać palce w krawędź balkonu, uwiązł w gardle. Barierka uderzająca o ziemię jedynie brzdęknęła jej w uszach. Wiedziała jedynie, że ona nie będzie mieć tyle szczęścia co kawałek żelaza jak upadnie. Jęknęła czując jak jedyna deska ratunku wyślizguje się spod jej palców. A więc tak miał wyglądać jej koniec? Mieszkała z wampirami, a miała zginąć przez upadek z wysokości?
    - Ej! Kretynko! Co ty tam robisz?!
    - Nie widać? Wiszę sobie! - Nawet nie miała możliwości sprawdzić, która krzywa morda drze ryja tam w dole. Głos nie należała ani do Laito ani do Reijego. Nawet gdyby mogła się obejrzeć to wolała nie patrzeć w dół.- Złaź stamtąd!
    - Chyba cię pojebało! Jak?
    -Ech... Normalnie. Zeskocz czy coś. - Wampir prychnął niezadowolony. Niestety. Ludzie to nie wampiry. Nie są niezniszczalni ani nic w tym stylu.
    - Nie jestem samobójcą!
    - Zabawne. Kto inny pchałby się do domu pełnego wampirów.? - Nuta ironicznego rozbawienia zabrzmiała w głosie chłopaka. Dyskusję przerwał pisk. Brakowało jej sił by się utrzymać dłużej. Palce powoli puszczały krawędź. Przerażona nie wiedziała czy starać się zachować spokój, czy pozwolić naturalnym odruchom dojść do głosu. Gdy kolejny palec się ześlizgnął, rozpoczęła płaczliwą miotaninę. Ramiona nie dawały rady. Miała tylko silną wolę i strach. Ogarnęła ją panika. Łzy cisnęły się do oczu.
    - Ej! Puść się!
    -Co?!
    -Eh...Uspokój się...Złapię cię. - Nie mogła spojrzeć mu w twarz by choć odrobinę wywnioskować czy mówi prawdę. Czy naprawdę tam stoi i czy to w ogóle możliwe by dał radę ją złapać. Dwa piętra to trochę nie realna sprawa dla człowieka... Ale on nie był człowiekiem.- Skąd mam wiedzieć, że nie kłamiesz?
    - Nie ufasz mi? Słusznie. Sam bym sobie nie ufał. No dawaj... skacz. Nie bój się... Nie będę tu stać nie wiadomo ile. Z resztą i tak długo nie wytrzymasz thh...
    - A-Ale...
    -Skacz! - Ostatecznie zamknęła oczy i nawet nie zdążyła dobrowolnie zwolnić uścisku ,gdy ostatecznie to co trzymała wymknęło się jej z rąk. Z resztą sama pewnie by się nie przemogła by się puścić. Podczas tego kilkusekundowego lotu czuła zarówno przerażenie jak i coś niezwykłego. Jak i coś czego nigdy nie doświadczyła. Lot ptaka czy raczej swobodne spadanie, skończyło się nagłym uściskiem czyichś ramion. Nastąpił jeszcze lekki wstrząs, a gdy otworzyła oczy ukazał jej się białowłosy. Byli już na ziemi. Wpatrywała się w jego czerwone ślepia ,jeszcze przez chwilę łapczywie biorąc każdy oddech. 
    - Dziękuję...eee..yyy... - Głupio by było gdyby palnęła teraz coś w stylu „ zaczekaj muszę chwilę pomyśleć...”. Nie pamiętała imienia swojego wybawcy. Taki wstyd.
    - Subaru.
    - Eee tak! Przypomniałabym sobie. Jeszcze was nie znam, nie dziw...
    - Przecież nic nie mówię.
    - W każdym razie. Dzięki Subaru. 
    - Proszę – Prychnął po czym odwrócił się i ruszył przed siebie. Zdziwiło to Rin. Spodziewała się czegoś w stylu żądania podziękowania za ratunek w postaci krwi. Nawet już miała zacząć się zasłaniać rękami, ale takiej reakcji nie przewidziała. 
    - Nie będziesz mnie gryźć, ani nic? Tak sobie pójdziesz? 
    - Bezpośredniość to podstawa.-Taa. Problem? Głupia. Jesteś aż taką masochistką?
    -Nie! Spoko... Tylko no wiesz... Twoi bracia... bardziej agresywnie i zawzięcie podchodzą do tematu. Myślałam, że ty też. Że będziesz chciał nagrody czy coś.
    - Czy ja ci wyglądam na któregoś z tych debili ?! - Odwrócił się do idącej za nim blondynki posyłając jej mordercze spojrzenie.
    - N-nie! Spokojnie, nie unoś się tak. Nie wiedziała, nie chciałam cię urazić.! Skąd mam wiedzieć jaki jesteś? Przecież nic o tobie nie wiem! Nie znam cię!
    - Wolę nie na razie twojej krwi... W każdym razie powstrzymuję się od jej picia. Hah...Nie potrzebuję tego. Jak się uzależnię to będą kłopoty. Nie mam zamiaru jak ci idioci bić się o byle jaką kroplę krwi czy jakąś tam dziewczynę. -
    Nie chciała dać do zrozumienia, że określenie „ byle jaka” było nieco obraźliwe. Wolała nie zaczynać awantury, a widząc temperament wybawiciela, prawdopodobnie tak to by się skończyło. Wyglądało na to, że skoro jest nie pijący, może nawet okazać się sprzymierzeńcem. Byle by go nie irytować, a może coś z tego będzie.
    - Rozumiem. Czyli chociaż ty jesteś normalny.
    - Normalny? Nie żartuj sobie. To zdecydowanie za dużo powiedziane. Nic we mnie nie jest normalne.
    - No w sumie jak by patrzeć na to z innej strony, to jak na wampira jest dziwne.
    - Zamknij się! Nie to miałem na myśli. -
    Szli powoli przez ogród. Nawet nie przeszkadzała tak czerwonookiemu jak zazwyczaj inni to robili.
    - Hm?
    - Nic. Nie ważne. Lepiej już idź. -
    „Zanim się zdenerwuję”. Jego ton mówił to sam za siebie.
    - No dobra, ok. Pa Subaru. Miło, że dało się z tobą chociaż normalnie, jak na to miejsce, pogadać...- Pożegnała się, spojrzała jeszcze raz na zniszczony balkon i skierowała się do drzwi. Było ciemno. Całe szczęście księżyc świecił na tyle jasno by oświetlić drogę i zarys różanych krzewów. Co do tych drugich, na przyszłość będzie bardziej uważać żeby się nie pokaleczyć. Zniknęła za drzwiami. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz